Media

  • Księga Identyfikacji Wizualnej

    Księga logotypu Kancelarii Prawnej Expertus określa ogół symboli i zachowań stosowanych w firmie w celu uzyskania czytelnej i spójnej identyfikacji rynkowej

    — Czytaj Więcej

  • Katalog Ofertowy

    Katalog zawiera informacje o firmie, zasadach działania oraz pełną ofertę wykonywanych przez nas usług – Prawo Pracy, Prawo Spółek, Prawo Umów, Prawo Upadłościowe

    — Czytaj Więcej

Informacje prasowe

GP/BIZNES

Ministerstwo Finansów: Dług Skarbu Państwa to 975 mld zł

Jul 22 2019
<![CDATA[

"Według wstępnych szacunkowych danych, zadłużenie SP na koniec czerwca 2019 r. wyniosło ok. 975,1 mld zł, co oznaczało spadek o 1,0 mld zł (-0,1 proc.) m/m i wzrost o 20,9 mld zł (+2,2 proc.) wobec końca 2018 r." - napisano w biuletynie MF na temat zadłużenia Skarbu Państwa.

"Zadłużenie w podziale według kryterium miejsca emisji wyniosło: dług krajowy ok. 701,4 mld zł; dług w walutach obcych: ok. 273,8 mld zł (tj. 28,1 proc. całego długu SP)" - czytamy w publikacji.

]]

Tak zarabia się w NBP. Najwyższa Izba Kontroli ujawnia nieprawidłowości

Jul 22 2019
<![CDATA[

Najwyższa Izba Kontroli jak co roku na początku stycznia rozpoczęła kontrolę w Narodowym Banku Polskim. To standardowe sprawdzenie, jak bank centralny wywiązał się z obsługi budżetu państwa czy realizował swój plan finansowy. Tym razem prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski zapowiedział szczegółowe badanie systemu wynagrodzeń w NBP. To pokłosie afery, jaka wybuchła za sprawą publikacji „Gazety Wyborczej” o wysokich zarobkach dyrektor departamentu komunikacji i promocji Martyny Wojciechowskiej.

Kontrolerzy mimo stwierdzenia nieprawidłowości pozytywnie ocenili wykonanie planu finansowego na 2018 r., obsługę kasy państwa czy zarządzanie rezerwami. Jednak w kwestii wynagrodzeń czy zamawiania usług zewnętrznych sytuacja nie wygląda już tak różowo.

– Zdaniem NIK nierzetelnie były stosowane przepisy uchwały nr 62/2010 Zarządu NBP określające maksymalny poziom wynagrodzeń na poszczególnych stanowiskach w NBP. Jednocześnie NIK zwraca uwagę, że wynagrodzenia dyrektorów departamentów w Centrali NBP nie były ściśle skorelowane z rolą, jaką kierowany departament pełnił w realizacji kluczowych zadań banku centralnego. Największe wynagrodzenia otrzymywali dyrektorzy w departamentach wspierających wykonanie zadań w jednostkach strategicznych – czytamy w raporcie pokontrolnym.

NIK kwestionuje też wypłatę premii, którą w ubiegłym roku dostało blisko 98 proc. pracowników.

– Przyznanie większości pracowników premii z okazji stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości w równej wysokości po 6 tys. zł nie stanowiło, wbrew uzasadnieniu zawartym we wniosku, wyróżnienia za szczególne zaangażowanie w realizację zadań, lecz miało charakter powszechny, de facto niezależny od sposobu wykonywania obowiązków służbowych – piszą kontrolerzy. Ich zdaniem także część usług zewnętrznych zamawianych przez bank była nieuzasadniona.

W ubiegłym tygodniu wyniki kontroli przedstawiał na sejmowej Komisji Finansów Publicznych jeden z dyrektorów w NIK, który wskazał, że bank centralny zgłosił zastrzeżenia do pracy kontrolerów, ale zostały one oddalone przez kolegium NIK. Biorąca udział w posiedzeniu wiceprezes NBP Anna Trzecińska nie chciała odnosić się do zastrzeżeń kontrolerów, powiedziała jedynie, że z wieloma z nich bank się nie zgadza.

Wybrana próba banków

NBP na wynagrodzenia wydał w ubiegłym roku 544 mln zł. To o ok. 12 proc., czyli 57 mln zł więcej niż w 2017 r., ale planu bank nie przekroczył. Główną pozycję stanowiły wynagrodzenia zasadnicze w wysokości 265,3 mln zł. Premie wyniosły 104,5 mln zł, dodatkowe wynagrodzenia roczne – 27,5 mln zł, a nagrody – 17,3 mln zł. To daje przeciętne miesięczne wynagrodzenie na poziomie ponad 10 tys. zł. Zgodnie z ustawą płace w NBP kształtowane są w relacji do tego, co można zarobić w sektorze bankowym. I tu też jest problem. Bank centralny, ustalając płace na poszczególnych stanowiska, posiłkował się analizą sporządzoną przez firmę Korn Ferry Hay Group. Wewnętrzne regulacje banku określają, że „maksymalne wynagrodzenie na poszczególnych stanowiskach nie mogło przekraczać 1,8 przeciętnego wynagrodzenia na porównywalnych stanowiskach w sektorze bankowym”. NBP zapłacił za analizę ok. 26,5 tys. zł i w zamian otrzymał przygotowane dane o sektorze bankowym.

– Otrzymany w ramach tej umowy raport przedstawiał analizę danych o wynagrodzeniach w 2017 r. w zbadanej przez wykonawcę raportu grupie 32 banków, w tym 26 banków komercyjnych, 4 oddziałów instytucji kredytowych oraz NBP i przedstawicielstwa Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. Dobór podmiotów do badania nie był reprezentatywny dla struktury sektora bankowego. Dany bank był w nim uwzględniony, jeżeli dobrowolnie zgłosił się do badania, przekazał KFHG własne dane o wynagrodzeniach i zamówił raport – czytamy w raporcie NIK.

Kontrolerzy zwracają uwagę, że na koniec 2017 r. w Polsce funkcjonowało 616 banków, a dla ustalenia pensji w NBP nie wzięto pod uwagę m.in. sektora banków spółdzielczych. Dodatkowo wynagrodzenia ponad 150 pracowników przekroczyły wskaźnik 1,8 przeciętnej płacy w sektorze bankowym.

Dyrektorzy kontra dyrektorzy

NIK zwraca też uwagę, że przeciętne wynagrodzenia w departamentach wspierających, czyli takich jak komunikacji, edukacji i wydawnictw czy prawny, były wyższe niż w tych kluczowych z punktu widzenia realizacji zadań banku centralnego. Dodatkowo trzy najwyższe roczne wynagrodzenia brutto w NBP w 2018 r. uzyskali dyrektorzy departamentów zaliczanych do wspierających, czyli Martyna Wojciechowska zajmująca się komunikacją i promocją – 594,756 tys. zł, Dorota Szymanek kierująca służbami prawnymi – 567,977 tys. zł i szefowa gabinetu prezesa Kamila Sukiennik – 547, 996 tys. zł.

– Wskazuje to, że system wynagradzania dyrektorów w NBP nie był skonstruowany w sposób, który byłby bezpośrednio powiązany z udziałem kierowanej jednostki w realizacji zadań kluczowych – uważa NIK.

Kontrola ma też zastrzeżenia do kwestii nagród i premii. W 2018 r. łączna kwota wypłaconych premii wyniosła 83 mln zł, natomiast nagród z funduszu pozostającego w dyspozycji prezesa 9,1 mln zł, a nagród z funduszu pozostającego w dyspozycji m.in. dyrektorów departamentów – 8,2 mln zł.

Kwestia płac w NBP doprowadziła do uchwalenia w tym roku ustawy o jawności płac w banku centralnym, a jednocześnie ograniczenie tych na dyrektorskich stanowiskach. Zdaniem wiceprezes NBP Anny Trzecińskiej to negatywnie odbiło się na możliwościach rekrutowania nowych pracowników. – Mamy coraz większe problemy z zatrudnieniem pracowników – mówiła w Sejmie.

Broniła też premii, którą z okazji 100-lecia niepodległości dostali niemal wszyscy pracownicy, a na którą NBP wydał w sumie 19 mln zł. – W NBP przeprowadzana jest coroczna ocena pracowników. Pokazuje ona, że w 99 proc. otrzymują oni oceny bardzo dobre za wykonanie obowiązków. Nie rozróżniamy, które departamenty są kluczowe, a które nie. Nagroda, która została wypłacona pracownikom, to uznanie za szczególny wkład w prace NBP, szczególnie przy tak szczególnej rocznicy. Tu nie powinno być żadnych zastrzeżeń – podkreślała Anna Trzecińska.

Nieuzasadnione wydatki

NIK przyjrzał się też zlecanym przez NBP usługom zewnętrznym. Na te bank centralny wydał w ubiegłym roku 166,5 mln zł. Kontrola objęła m.in. wynajem kancelarii prawnych. Wynajęta w listopadzie 2018 r. Kancelaria Cogents (po wybuchu afery z nagraną rozmową byłego szefa nadzoru Marka Chrzanowskiego z bankierem Leszkiem Czarneckim, w której przewijało się nazwisko Adama Glapińskiego) miała się zająć „doradztwem, sporządzaniem opinii, projektów korespondencji, projektów odpowiedzi, wezwań i wniosków, prowadzenia spraw i reprezentacji NBP i osób reprezentujących NBP prze ciwko dziennikarzom, redaktorom naczelnym, redakcjom i wydawnictwom na etapie przedsądowym oraz w postępowaniach sądowych z zakresu żądania opublikowania sprostowań, naruszenia dóbr osobistych, zniesławienia w związku z materiałami prasowymi, które odnoszą się do NBP i osób reprezentujących NBP”.

W grudniu, gdy wybuchła afera z wynagrodzeniem szefowej komunikacji NBP, wynajęto Kancelarię Virion, która miała podobny zakres obowiązków. Pierwsza zainkasowała 4,4 tys. zł, druga – 18,8 tys. zł. Zdaniem NIK powinny wystarczyć służby prasowe NBP.

NIK nie podoba się też ponad 144 tys. wydane na pokój zagadek, który miał umilać czas czekającym na zwiedzanie Centrum Pieniądza, ale zabrakło dla niego odpowiedniego pomieszczenia. W efekcie złożony czeka na sezon w magazynie. Kontrolerzy zarzucają także brak oszczędności przy okazji organizacji międzynarodowej konferencji przez NBP, w które w sumie kosztowała przeszło 0,5 mln zł. Jednym z głównych argumentów na niegospodarność ma być organizacja lunchu dla uczestników.

– Za wykonanie pokazu kulinarnego oraz lunchu NBP zapłacił firmie zewnętrznej 35,8 tys. zł, w tym za 30-minutowy pokaz kulinarny – 14,2 tys. zł, lunch – 18,5 tys. zł oraz za 42 książki 3,15 tys. zł. Spośród 80 osób zgłoszonych na lunch chęć uczestniczenia w pokazie zadeklarowało 25 osób. W pokazie uczestniczyło 27 osób, więc koszt pokazu i lunchu na jednego uczestnika wyniósł 1,3 tys. zł – informuje NIK.

Kontrolerzy w swoim raporcie podkreślają też, że bank centralny nie zrealizował zaleceń pokontrolnych z ubiegłego roku związanych z ograniczeniem lub zamknięciem działającej w banku kawiarni, którą dla pracowników otworzyła jedna z sieci. NBP tłumaczył przedstawicielom NIK, że wynagrodzenie netto dla kawiarni wyniesie 750 tys. zł. Ostatecznie było wyższe i wyniosło 853 tys. zł. Na istnieniu kawiarni bank nie zaoszczędził, bo w ubiegłym roku wydał ponad 30 tys. na nowe ekspresy i ponad 60 tys. na serwisowanie wszystkich tego typu urządzeń.

]]

Sklepy zapłacą za marnotrawstwo żywności

Jul 22 2019
<![CDATA[

Mowa o ustawie o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności. To inicjatywa senacka. Propozycja legislacyjna dotyczy nałożenia na sprzedawców żywności prowadzących sklepy o powierzchni powyżej 250 mkw. obowiązku zawarcia z organizacją pozarządową umowy dotyczącej nieodpłatnego przekazywania produktów na cele społeczne. Kto umowy nie zawrze lub ją co prawda zawrze, ale i tak będzie marnował jedzenie – zapłaci.

Sprzedawać czy oddawać

Nowe przepisy obejmą w praktyce dyskonty, supermarkety i hipermarkety. Warunkiem podlegania pod ustawę będzie bowiem prowadzenie handlu w jednostce o powierzchni powyżej 250 mkw., w której przychody ze sprzedaży żywności stanowią co najmniej 50 proc. przychodów ze sprzedaży wszystkich towarów.

Tak określeni sprzedawcy będą musieli zawrzeć umowy w formie pisemnej lub elektronicznej pod rygorem nieważności z organizacjami pozarządowymi dotyczące nieodpłatnego przekazywania żywności spełniającej wymogi prawa żywnościowego. Oddawać będzie należało produkty nadal nadające się do spożycia: np. z uszkodzonymi opakowaniami lub krótkim terminem ważności. Nie ma mowy o przekazywaniu tego, co już przeterminowane lub zepsute.

Jeśli sprzedawca żywności nie przekaże, a ta się zmarnuje, będzie zobowiązany do wniesienia opłaty na rachunek organizacji, z którą zawarł umowę.

– Rozpocznie się hazard. Właściciele sklepów będą obstawiać, czy uda im się sprzedać jogurt z upływającym niebawem terminem ważności w obniżonej cenie, czy nie. Jak postanowią sprzedawać – mogą zarobić, a mogą stracić, bo nie dość, że zakupiony przez nich produkt wyrzucą, to dodatkowo będą musieli za niego wnieść opłatę – wyjaśnia adwokat Radosław Płonka, wspólnik w kancelarii Płonka Ozga i ekspert BCC.

Stawka opłaty wynosić będzie 10 gr za 1 kg zmarnowanej żywności.

Jeśli sprzedawca nie zawrze umowy z żadną organizacją, będzie musiał wpłacić karną opłatę na rachunek właściwego miejscowo wojewódzkiego funduszu ochrony środowiska i gospodarki wodnej. Ponadto za niezawarcie umowy grozić będzie kara pieniężna w wysokości 5 tys. zł, która będzie mogła być ponawiana.

Punkt widzenia

W Sejmie panuje zgoda co do tego, że nowe przepisy są potrzebne. Posłowie i przedstawiciele rządu wskazują, że ustawa ma wymiar etyczny – nie może być zgody na to, by część ludzi głodowała, a inni wyrzucali tony żywności. Politycy liczą również na to, że ograniczenia dla sieci handlowych pomogą zmienić nawyki zbyt łatwo wyrzucających jedzenie konsumentów. Dlatego dodatkowo sprzedawcy będą zobowiązani do prowadzenia w swych sklepach kampanii edukacyjno-informacyjnych na temat racjonalnego gospodarowania żywnością. Każdy podmiot będzie musiał prowadzić takie działanie przez co najmniej dwa tygodnie w roku.

Mniej entuzjazmu co do brzmienia nowych przepisów wykazują przedstawiciele biznesu.

– Szczerze popieram zwalczanie marnowania żywności. Wydaje mi się jednak, że ustawodawca bierze się za coś, co powoli zaczyna całkiem nieźle regulować sam rynek. Naprawdę nie jest tak, że wredny kapitalista kładzie się spać wieczorem i rozmyśla o tym, ile żywności zmarnuje kolejnego dnia – wskazuje Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. I dopowiada, że należałoby się bardziej skupić na kwestiach technicznych oraz nadzoru państwa nad tym, czy jedzenie ze wszystkich organizacji społecznych rzeczywiście trafia do potrzebujących, niż na ustalaniu wysokości opłat karnych.

Jeszcze ostrzej ocenia projekt Radosław Płonka.

– Nie należy zasłaniać się szczytnym celem przy przyjmowaniu kuriozalnych rozwiązań. Fakty są bowiem takie, że przedsiębiorca handlowy kupi najpierw towar, a potem albo zrobi z nim to, co mu politycy każą, albo zapłaci karę. Można nagannie oceniać wyrzucanie żywności przez sieci handlowe, ale nie powinno się takiego działania zabraniać pod groźbą sankcji finansowych – uważa mec. Płonka.

Przeciwko przepisom zaprotestowała również Polska Izba Handlu. Wskazywała ona, że przyjęte przez projektodawców kryterium wielkości sklepu jest niewłaściwe. 250 mkw. ma bowiem wiele placówek należących do niewielkich przedsiębiorców, prowadzących po 1–2 sklepy.

„W przypadku małych i średnich firm handlowych w Polsce dysponujących sklepami wielkości rzędu do 400–500 mkw. wprowadzenie rozwiązań proponowanych w projekcie ustawy, czyli dodatkowych opłat i obowiązków administracyjnych, stanowić będzie obciążenie kosztowe i organizacyjne. Będzie to wpływać na ich rentowność, która już oscyluje wokół 1 proc.” – przekonywała PIH.

Ustawodawca wskutek tej uwagi postanowił przyjąć przepis stanowiący, że w okresie trzech lat od wejścia w życie ustawy za sprzedawców żywności podlegających nowym obowiązkom będzie uznawało się tych prowadzących sklepy powyżej 500 mkw. Dzięki temu – zdaniem posłów – mniejsi dostaną czas na przygotowanie się do przekazywania żywności. Większość przepisów, w tym te kluczowe, ma wejść w życie po 14 dniach od ogłoszenia ustawy w Dzienniku Ustaw.

Etap legislacyjny

Ustawa uchwalona przez Sejm

]]