Informacje prasowe

GP/BIZNES

Prezes UOKiK: Po stronie konsumenta powinna stać jedna, silna instytucja publiczna [WYWIAD]

Sep 24 2020
<![CDATA[

Kogo byśmy o pana nie zapytali, to słyszymy, że jest pan szeryfem. I to takim, który myśli głównie o nakładaniu kar*. Pełni pan swoją funkcję zaledwie od końca stycznia, ale początki kadencji przypadły panu na trudny czas pandemii koronawirusa. Jaka jest pana wizja urzędu? I gdzie widzi pan pole do poprawy?

Moim celem jest poprawa efektywności pracy całego urzędu. Chodzi mi o działania systemowe, prawne i proceduralne, które sprawią, że UOKiK będzie działał szybko i skutecznie.

Bo za pana poprzednika, Marka Niechciała, urząd działał nieskutecznie?

Absolutnie nie mogę tego tak ująć. Natomiast dostrzegam oczywiście wiele obszarów, które wymagają jeszcze większej skuteczności. Za przykład podałbym chociażby ochronę konkurencji. Działania UOKIK w tym obszarze wymagają gruntownej przebudowy, co ważne pierwsze etapy mamy już za sobą. Niewątpliwie wachlarz narzędzi i metody UOKiK do zwalczania praktyk antymonopolowych muszą w najbliższym czasie również ulec zmianie.

To dobrze, bo w ostatnich latach dało się odnieść wrażenie, że UOKiK już w ogóle nie zajmuje się prawem konkurencji, a stał się urzędem chroniącym jedynie konsumentów.

Panów ocena jest zbyt ostra. Ale co do zasady zgadzam się, że spraw ochrony konsumentów jest od dawna znacznie więcej niż konkurencji. Przy czym to trend występujący również u odpowiedników urzędu w innych państwach członkowskich UE. Jest wiele powodów dlaczego tak się dzieje.

Praktyk antykonsumenckich jest zdecydowanie więcej i, chociażby dzięki skargom samych klientów, UOKiK może je dostrzec znacznie sprawniej. Tymczasem ochrona konkurencji wymaga dużo więcej pracy i wysiłku, aby zidentyfikować praktykę naruszającą przepisy. Trzeba pamiętać, że zmowy cenowe czy przetargowe albo dokonywanie podziału rynku nie mają już od dawna formy pisemnych umów, przenosząc się do wirtualnego świata, ukrywając się dyskretnie pomiędzy korespondencją mailową czy szyfrowanych komunikatorach. Wykrywanie i sankcjonowanie tego typu praktyk stało się więc znacznie trudniejsze. Walka ze zmowami przetargowymi wymaga większego zinformatyzowania np. wykorzystania systemów sztucznej inteligencji oraz współpracy z innymi instytucjami jak np. Urzędem Zamówień Publicznych. Wszystkie te narzędzia wdrażamy lub planujemy w najbliższym czasie.

UOKiK jest również w stanie chronić mniejsze przedsiębiorstwa przed nieuczciwym wykorzystywaniem pozycji dominującej czy przewagi kontraktowej przez większe podmioty. Specyfiką rynku polskiego jest to, że mamy bardzo duże dysproporcje w łańcuchach dostaw pomiędzy podmiotami, przykładem jest choćby rynek rolno-spożywczy. Na tego typu rynkach intensyfikujemy aktywność, czego dowodem może być postępowanie w zakresie rabatów retrospektywnych, których sposób wykorzystania w kontraktach może stanowić nieuczciwą praktykę.

Skoro mowa o ochronie mniejszych, to jak idzie walka z zatorami płatniczymi?

Traktujemy ten temat bardzo poważnie bowiem zatory są niezwykle szkodliwe dla gospodarki. Mamy za sobą pierwsze 51 wszczęć, kolejne w toku, do końca roku chcemy mieć ok. 100 postępowań. Pracujemy też nad wdrożeniem zaawansowanego systemu analizy danych, aby móc jeszcze sprawniej eliminować zatory płatnicze na rynku.

Czy w czasie pandemii koronawirusa problem braku terminowych płatności się powiększył? Ile sieci handlowych zostało ukaranych za tworzenie zatorów?

W szczycie lockdownu wszczęliśmy postępowania względem stu podmiotów z branży rolno-spożywczej. Chodziło głównie o duże sieci handlowe. W ciągu ośmiu tygodni udało nam się dostrzec przypadki niewywiązywania się z płatności. Dałem wierzycielom wyraźny sygnał, że jeśli natychmiast uregulują należności swoim kontrahentom, to – z uwagi na szczególną sytuację pandemii – unikną kar. Podobna zasada dotyczyła skorzystania przez przedsiębiorstwa z zapisów w kontraktach umożliwiających dokonanie niekorzystnych dla kontrahentów zmian w umowach. Chciałem, aby pozytywny skutek dla rynku był natychmiastowy. Większość przedsiębiorców wyeliminowała kwestionowane zapisy z polityk handlowych, przedsiębiorcy dokonali ponadto w krótkim czasie zaległych płatności na kwotę 575 mln złotych. Cztery sieci handlowe nie wywiązały się ze swych zobowiązań, stąd względem nich kontynuujemy postępowania.

Czyli, przynajmniej na razie, żadna sieć handlowa nie została ukarana.

Co nie znaczy, że cztery toczące się postępowania względem sieci handlowych nie zakończą się sankcjami finansowymi. Poza tym, stale monitorujemy rynek i jeśli okaże się, że są nieprawidłowości, to recydywiści będą surowo karani. Chciałbym jednak podkreślić, że celem postępowań antyzatorowych nie jest nakładanie sankcji, lecz to, aby mniejsi, słabsi i jednocześnie bardzo liczni kontrahenci, dostali szybko należne im pieniądze.

Wracając do kwestii pandemii koronawirusa. Ile kar nałożył pan na przedsiębiorców, którzy żerowali na pandemii, sprzedając za bajońskie sumy wyroby medyczne np. maseczki ochronne, czy żele do dezynfekcji?

Nasza reakcja była podobna jak w przypadku zatorów płatniczych. Chcieliśmy przede wszystkim szybko wyeliminować z rynku oferty nie tylko przeszacowane, lecz także te zawierające produkty niespełniające odpowiednich norm. Dlatego nawiązaliśmy współpracę z największymi portalami aukcyjnymi i e-sprzedaży, by przede wszystkim ukrócić kwitnący tam handel. Dzięki specjalnemu zespołowi, powołanemu do wyszukiwania i usuwania ofert ze sklepów internetowych – działaliśmy na bieżąco. Podobnie uznaję za owocną współpracę z urzędami celnymi, za sprawą której kilkadziesiąt milionów sztuk sfałszowanych środków ochrony osobistej nie wjechało na teren Polski. Te działania opierały się z kolei na zespole nadzoru rynku, który pomimo ograniczonych zasobów spełnił pokładane w nim oczekiwania.

Pański poprzednik dużo uwagi poświęcał walce z naruszaniem zbiorowych interesów konsumenckich. Był za to chwalony. Jest coś do poprawy?

Na pewno musimy baczniej zająć się rynkiem finansowym, który szybko się rozwija i nasze działania muszą być odpowiednie. Asymetria informacji ze strony instytucji finansowych względem konsumentów jest bardzo duża. Dane z ostatnich kilku lat pokazują, że naruszeń na tym rynku jest wiele i na różną skalę.

Czy zgodzi się pan z tezą, że banki oszukują konsumentów? Czy dalej jesteśmy na etapie, gdy ludzie zaciągając kredyty na pół swego życia, zawierają umowy, w których roi się od klauzul abuzywnych?

Nie chciałbym popadać w skrajności, mówiąc o instytucjach finansowych, bo przecież zdecydowana większość takich podmiotów postępuje zgodnie z przepisami. Nieuczciwych praktyk jest na tym rynku wciąż jednak niestety bardzo dużo i klauzule abuzywne też mogą się zdarzyć. Chcemy spełnić oczekiwania konsumentów w tym zakresie i nasze zadania ustawowe, tak aby te praktyki możliwie szybko identyfikować i eliminować. Konsument nie musi mieć wiedzy prawniczej na temat klauzul niedozwolonych i banki powinny również o tym pamiętać.

No tak, tylko sprawy sądowe będące skutkiem odwołań od decyzji prezesa UOKiK potrafią trwać latami, a w międzyczasie konsument jest oszukiwany.

Na bieżąco weryfikujemy umowy pod kątem klauzul abuzywnych. Jeżeli chodzi o długotrwałe procesy, to pewnie nawiązują panowie do sprawy kredytów frankowych. UOKiK od dawna zwracał uwagę na abuzywność klauzul w umowach z bankami, jednak instytucje te grały na zwłokę, licząc, że wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej będzie dla nich korzystny. Dziś jesteśmy już na tym etapie, że wiele postępowań rozstrzygniętych zostało z korzyścią dla konsumentów. Także w temacie kredytów frankowych stoimy i będziemy zawsze stać po stronie konsumentów.

Dziś konsument chcący wziąć kredyt dostaje kilkadziesiąt kartek, na których przedstawiane mu są wszelkie możliwe ryzyka. Tyle że te informacje wcale nie chronią ludzi. Doradcy kredytowi przyznają wprost, że mało kto to wszystko czyta i rozumie. Ludzie po prostu podpisują. Czy da się to zmienić, czy powinniśmy przyjmować, że jeśli ktoś wszystkiego nie czyta, to jest sam sobie winien?

Przepisy unijnej dyrektywy w sprawie rynków instrumentów finansowych (tzw. MiFID II) nakładają większą odpowiedzialność na podmioty oferujące usługi finansowe w zakresie tego, czy odpowiednio dobrały usługi i charakterystyczne dla nich ryzyka do potrzeb danego konsumenta. Mówiąc wprost: to banki muszą proponować taki produkt, który odzwierciedla strukturę dochodów klienta, jego formę zatrudnienia czy realne potrzeby. UOKiK weryfikuje, czy klient banku miał przedstawione odpowiednie informacje i czy nie doszło do misselingu, także ze strony brokera czy doradcy kredytowego. To oni żyją z marży i dlatego pokusa, by sprzedać konsumentowi niedostosowany do jego potrzeb, ale za to droższy produkt, jest duża. A odpowiadając konkretnie na panów pytanie: niestety sytuacja konsumenta, który otrzyma pakiet informacji i się z nim nie zapozna, bo np. się spieszy, w razie ewentualnego sporu jest w dalszym ciągu trudna. Dlatego apeluję o to, by biorąc kredyt na pół życia, poświęcić nawet kilka dni na lekturę i analizę warunków. Ja zaś jako prezes UOKiK-u obiecuję dokładać wszelkich starań, by formularze informacyjne były pisane prostym językiem oraz w zgodzie z aktualnym stanem prawnym.

Dlaczego UOKiK chce przejąć kompetencje Rzecznika Finansowego?

To jest podyktowane chęcią lepszego nadzoru nad rynkiem finansowym oraz bardziej kompleksową ochroną konsumentów. UOKiK ma co prawda duży wpływ na działania firm, ale jest ograniczony do interwencji w przypadku naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. W przypadku indywidualnych spraw nie może podejmować interwencji. Przejęcie kompetencji Rzecznika Finansowego pozwoli UOKiK-owi lepiej i szerzej chronić konsumentów na rynku finansowym. Będziemy dysponować wówczas całym wachlarzem narzędzi ochrony i wsparcia konsumentów, tak potrzebnym na rynku, na którym działają silne instytucje finansowe. Po stronie konsumenta szczególnie w tym obszarze powinna stać jedna, silna instytucja publiczna, mająca mechanizmy skutecznego egzekwowania praktyk zgodnych z prawem od obecnych tam silnych graczy. Rozdrobnienie instytucji ochrony konsumenta temu obecnie nie sprzyja, stąd ja ten pomysł i inicjatywę Ministerstwa Finansów w pełni popieram.

Czy jeśli urząd Rzecznika Finansowego zostanie zlikwidowany, to zaproponuje pan pracę prof. Mariuszowi Goleckiemu i jego ludziom?

Urząd rzecznika finansowego zostanie przyłączony do UOKiK, żadne kompetencje nie zginą i ich nie zabraknie. Pracownicy, którzy będą chcieli dołączyć do UOKiK-u, będą mieli taką możliwość, na ich dołączenie do urzędu również liczę. Nie wiem, czy sam prof. Golecki byłby zainteresowany pracą w UOKiK. Nie rozmawialiśmy o tym.

Mógłby zostać wiceprezesem UOKiK-u, odpowiedzialnym właśnie za to, czym teraz się zajmuje.

Wiceprezesi UOKiK-u są wybierani w drodze otwartego konkursu, więc nie widzę przeszkód. Ale, rzecz jasna, to nie ja bym decydował, czy byłby najlepszym kandydatem, a komisja konkursowa.

Zmieniając temat, ostatnio na łamach DGP pisaliśmy o kolejnym tworze do złudzenia przypominającym piramidę finansową. Praktyka pokazuje, że UOKiK interweniuje w temacie tego typu oszustw dopiero, gdy już dawno projekt upadł i nie ma szans na odzyskanie jakichkolwiek pieniędzy. Jak to zmienić?

Mamy powołany zespół odpowiedzialny za sprawy piramid finansowych. Podejmujemy też współpracę z organizacjami pozarządowymi funkcjonującymi na rynku inwestycji. One również dobrze się orientują, czy dany projekt może stanowić promowanie nielegalnego schematu inwestycji. Dążymy też do zmiany przepisów, które umożliwią nam dokonywanie zakupu kontrolowanego w takich inwestycjach, dzięki czemu moglibyśmy działać szybciej oraz bez pomocy służb i prokuratury.

Niedawno na łamach DGP mówiłem też o chęci geoblokowania stron internetowych z ryzykownymi projektami, a także stron należących do tzw. naganiaczy, którzy żyją z prowizji za zapraszanie nowych osób do inwestycji w piramidy finansowe. Kompetencje te wynikają z treści przepisów europejskich, a dokładniej rozporządzenia CPC. To nieco kontrowersyjna kwestia, natomiast wierzę, że uda się przeprowadzać takie działania pod odpowiednim nadzorem opinii publicznej. Naszym celem jest bowiem ograniczenie możliwości dotarcia oszustów do konsumentów.

Opisywaliśmy grupę Selfmaker, która w swoim folderze reklamowym obiecuje zegarki roleksa albo samochody porsche za naganianie. Czy nie ma pan ochoty, nie czekając na prokuraturę, wysłać zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa? Jeszcze zanim zakończy się postępowanie wyjaśniające względem Selfmakera w urzędzie?

Urząd współpracuje z odpowiednimi służbami czy z prokuraturą przy tego typu sprawach, choć nie wszystkie działania są komunikowane publicznie w trosce o skuteczność działań operacyjnych, właściwych dla tego typu instytucji. Walka z piramidami finansowymi nie jest łatwa, bo coraz częściej działają one z egzotycznych zakątków świata np. spółka Selfmaker Smart Solutions emituje tokeny z Dubaju.

Czyli nie powiadomili państwo prokuratury w kwestii Selfmakera?

Tak jak wspomniałem, ze względu na dobro prowadzonego postępowania nie ujawnię szczegółów naszych działań.

Czyli od czerwca UOKiK wie, że ktoś oferuje luksusowe zegarki i samochody za wciąganie ludzi do ryzykownej inwestycji i nic się w tej sprawie nie dzieje.

W każdej takiej sprawie staramy się działać możliwie szybko, w ramach nadanych uprawnień.

W tekście o Selfmakerze poseł PiS Marek Ast tłumaczył, jak mogło dojść do tego, że UOKiK prowadził od początku czerwca postępowanie względem Selfmakera, a jednak pod koniec tego samego miesiąca premier Mateusz Morawiecki odwiedził siedzibę tej firmy. Poseł Ast powiedział, że nie ma komunikacji pomiędzy UOKiK a Kancelarią Premiera, ponieważ urzędnicy są niezależni od władzy politycznej. Rzeczywiście czuje się pan niezależny od władzy politycznej?

Postrzegam siebie przede wszystkim jako menedżera w sektorze publicznym. Tylko wtedy urząd będzie działał sprawnie, gdy będzie merytoryczny, niezależny i apolityczny. Mogę więc z pełnym przekonaniem powiedzieć, że urząd pracuje z zachowaniem tych zasad, podobnie odnosi się to do decyzji wydawanych przez prezesa urzędu.

A czyje zdjęcia ma pan w gabinecie?

Stosownie do tradycji instytucji publicznych zdjęcie prezydenta i premiera.

Kolejne sankcje dla banków

26,6 mln zł dla BNP Paribas, 10,5 mln zł dla Millennium oraz 23,6 mln zł dla Santander Bank. Takie kary nałożył prezes UOKiK na trzy banki. Jego zdaniem stosowały one niedozwolone klauzule umowne dotyczące zasad ustalania kursów walut, na podstawie których naliczane są raty kredytów indeksowanych m.in. do euro i franka szwajcarskiego. Z ustaleń urzędu wynika, że kursy ustalane przez banki są określane przez nie dowolnie – w oparciu o pojęcie „średniego kursu walutowego na rynku międzybankowym”, a klient nie wie, gdzie dokładnie powinien tych informacji szukać. Od decyzji prezesa UOKiK przysługuje odwołanie do sądu. ©℗

Cała rozmowa na www.gazetaprawna.pl

]]

Powrót do wzrostu gospodarczego niektórym krajom zajmie lata

Sep 24 2020
<![CDATA[

Podczas odbywającego się za pośrednictwem internetu wydarzenia zorganizowanego przez amerykański think tank Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych Okamoto ocenił, że kryzys będzie trwał dłużej niż oczekiwano.

MFW dostarczył prawie 80 krajom, w tym 20 w Ameryce Łacińskiej, około 90 mld dolarów w ramach finansowania awaryjnego. Kontynuuje współpracę z krajami członkowskimi nad sposobami powstrzymania pandemii i złagodzenia jej skutków ekonomicznych.

„Staramy się zachować naszą siłę finansową” - powiedział Okamoto. „Mówimy o (...) powrocie do wzrostu, który zajmie kilka lat, a po drodze wiele krajów prawdopodobnie będzie potrzebowało pomocy” - dodał.

Okamoto powiedział, że przedstawiciele MFW rozmawiali z państwami G20 na temat przedłużenia zawieszenia spłaty długów najbiedniejszych gospodarek świata. Zawieszenie, które ministrowie finansów i szefowie banków centralnych G20 uzgodnili w kwietniu br., wygasa pod koniec tego roku, ale eksperci i przedstawiciele rządów wielu krajów poparli jego przedłużenie do 2021 r. Okamoto stwierdził, że daje to MFW więcej czasu na ocenę pełnego obrazu zadłużenia krajów.

Powiedział też, że Fundusz nadal zwraca się do bogatych państw o sfinansowanie dwóch specjalnych programów MFW, które udzielają pożyczek biednym krajom. 

]]

Senat chce poprawić piątkę dla zwierząt. Dłuższe vacatio legis, odszkodowania dla zamykanych branż

Sep 24 2020
<![CDATA[

Senat powinien ją rozpatrzeć do 18 października. Plan jest jednak taki, żeby zająć się przepisami pięć dni wcześniej. Zanim to się stanie, 8 października ponownie zbiorą się senackie komisje, żeby zaopiniować zgłoszone poprawki. Wczoraj, podczas pierwszego posiedzenia, odbyło się wysłuchanie zainteresowanych stron: organizacji obrońców zwierząt, przedstawicieli zamykanych branż i organizacji rolniczych oraz związków wyznaniowych. Z naszych rozmów z politykami opozycji wynika, że pewne wydaje się przyjęcie przez Senat poprawek w dwóch kwestiach: wydłużenia vacatio legis i systemu odszkodowań dla zamykanych branż.

Jeśli chodzi o tę pierwszą kwestię, to słychać o różnych pomysłach, łącznie z powieleniem pomysłów z Sejmu, czyli dziesięcioletniego okresu na zamknięcie branż. Takie rozwiązanie popiera PSL. Szef senackiej komisji ustawodawczej Krzysztof Kwiatkowski powiedział, że zamówione zostały ekspertyzy na temat długości okresów przejściowych w innych krajach w podobnych przypadkach. Senat poprosił także poszczególne resorty o dane, które pokażą skutki wejścia w życie poszczególnych rozwiązań. – Mamy szansę przeanalizować sytuację w branżach, mając komplet danych ekspertyz i opinii. Dzięki temu podejmując decyzję, będziemy wiedzieć, co dla zamykanych branż oznaczają – mówi senator.

Ustawa, która wyszła z Sejmu, daje branży futerkowej na zamknięcie biznesu 12 miesięcy. Ograniczenia dotyczące uboju rytualnego miałyby wejść w życie – przez pomyłkę – z 30-dniowym vacatio legis. Zapisy o rekompensatach mają zaś bardzo ogólny charakter.

Jak poprawić ustawę? Gotowe pomysły ma PSL. Po pierwsze, ludowcy zaproponują odszkodowania – miałyby być wypłacane przez 10 lat na podstawie średniego dochodu z ostatnich 5 lat działalności firmy. Do tego chcą oddzielnych rekompensat za zainwestowane środki trwałe, utylizację środków produkcji i rekultywację terenu. Oddzielną kwestią jest zadośćuczynienie wobec pracowników likwidowanych firm – PSL zaproponuje środki na ich przekwalifikowanie. O potencjalnie zwalnianych upomnieć się chce też wicemarszałek Senatu Gabriela Morawska Stanecka. Chciałaby, żeby pracownicy przez rok otrzymywali specjalny zasiłek dla bezrobotnych w wysokości minimalnego wynagrodzenia.

Propozycje PiS idą w nieco innym kierunku niż opozycji. Podstawowy pomysł to powołanie Państwowej Inspekcji Ochrony Zwierząt – co na antenie Polskiego Radia 24 zapowiedział szef komitetu wykonawczego PiS Krzysztof Sobolewski. Od naszych rozmówców słyszymy, że pozwoli to zreformować dzisiejszą inspekcję weterynaryjną, która od dawna wymaga głębokich zmian. – Inspekcja to administracja zespolona o budżecie ok. 700 mln zł, złożona z wielu jednostek, a grupa 5,3 tys. inspektorów pracuje na różnych rodzajach umów. Dzięki konsolidacji struktur jesteśmy w stanie zaoszczędzić 40–50 mln zł – mówi nam osoba zbliżona do rządu. Propozycja ma być też odpowiedzią na pojawiające się obawy u ważnego z punktu widzenia PiS elektoratu rolników, którzy zaczęli obawiać się, że po wejściu w życie ustawy futrzarskiej organizacje proekologiczne zaczną masowo wchodzić im na posesje pod pretekstem obrony zwierząt. – To sygnał racjonalizacji zapisów ustawy w duchu postulatów rolniczych. Rolnicy będą mniej obawiać się ewentualnej interwencji państwowego, wyspecjalizowanego organu niż przedstawicieli tej czy innej fundacji ekologicznej – tłumaczy nasz rozmówca.

W PiS trwają też rozważania, czy poprzeć ewentualne poprawki związane z vacatio legis lub zaproponować swoje. Nasi rozmówcy z obozu władzy twierdzą, że wcześniej rozważany był wariant wprowadzenia trzyletniego okresu przejściowego dla likwidacji ferm futerkowych oraz dziesięcioletniego w przypadku uboju rytualnego. Do takiego rozwiązania prezesa Jarosława Kaczyńskiego namawiali współpracownicy, jednak – jak twierdzą nasi rozmówcy – lider PiS na razie jest im niechętny. – Na dziś odszkodowania są bardziej prawdopodobne niż dłuższe vacatio legis. Po prostu prezes Kaczyński, osobiście mocno związany z tą ustawą, wolałby zapłacić niż czekać. Chyba że vacatio legis będzie w perspektywie kadencji, czyli na maksymalnie trzy lata – twierdzi jeden z naszych rozmówców ze Zjednoczonej Prawicy.

Ostateczna treść ustawy jest istotna dla prezydenta Andrzeja Dudy. Na dziś – jak wynika z jego słów podczas dożynek prezydenckich – podpis nie jest oczywisty. Mówił wtedy, że przy podejmowaniu decyzji będzie brał pod uwagę kwestie humanitarnego traktowania zwierząt oraz „byt i jakość życia polskich rolników”. Na dziś PiS liczy się z tym, że będzie musiał odrzucić ewentualne weto. Fakt, że ustawa wyszła z Sejmu dzięki głosom opozycji, to dobry prognostyk na zebranie odpowiedniej większości dla odrzucenia prezydenckiego sprzeciwu. O ile, oczywiście, on w ogóle nastąpi. – Nie wierzę w weto, prędzej prezydent skieruje sprawę do TK. A wtedy sprawa na długo zawiśnie w próżni – ocenia polityk Zjednoczonej Prawicy. Na razie jednak bazowy scenariusz zakłada, że ustawę – przy pomocy Senatu – uda się poprawić w takim stopniu, że nie będzie ona budzić wątpliwości. Współpracownicy prezydenta faktycznie nie wykluczają odesłania ustawy do TK.

]]

Propozycje do Krajowego Planu Odbudowy można składać do 30 września

Sep 23 2020
<![CDATA[

Resort opracował w tym celu specjalną stronę internetową plandobudowy.pl. "Krajowy Plan Odbudowy wymaga akceptacji, zrozumienia i przejęcia pałeczki przez społeczeństwo i przez sektor prywatny. W Ministerstwie Rozwoju przygotowaliśmy pakiet projektów, które będą stanowić część całego planu" – powiedziała Emilewicz w trakcie konferencji prasowej na ImpactCEE. W toku prac resort rozwoju wraz z przedstawicielami spółek Skarbu Państwa, firm, ekspertów oraz z władzami województwa przygotował 86 projektów. "Jesteśmy także otwarci na nowe propozycje" – podkreśliła wicepremier. "Nasze propozycje to te, z których byliśmy znani przez ostatnie lata, związane z rozwojem energetyki odnawialnej w sektorze prosumenckim, udostępnienie czystej i taniej energii dla odbiorców indywidualnych. To także projekty wpisujące się w nową falę renowacji, […] ta nowa fala renowacji ma dotyczyć budynków wielorodzinnych, jednorodzinnych w całej Europie" – wskazała. Przypomniała, że resort rozwoju zgłosił też propozycję budowy hubu biotechnologicznego. "Chcemy wysłać plan do Komisji Europejskiej jeszcze 2 październiku […] po to, aby Komisja zaakceptowała, abyśmy my następnie w polskim parlamencie przegłosowali sposób wydatkowania i aby te aby te środki trafiły do Polski już w przyszłym roku" – powiedziała Emilewicz. Krajowy Plan Odbudowy zakłada dla Polski blisko 60 mld euro;  23,1 mld euro w formie dotacji i 34,2 mld euro na pożyczki. 70% tej kwoty ma zostać przyznana przez KE do końca 2022 r. - w przypadku Polski to 18,9 mld euro dotacji. 30% środków z puli będzie przyznanych do końca 2023 r., w przypadku Polski może to być 4,1 mld euro. "Chcemy, aby […] środki zaczęły pracować już w przyszłym roku. […] 23 mld euro to są dotacje, z których 8% - jeżeli się dobrze przygotujemy - będzie mogło trafić do polskiej gospodarki  już w II kwartale przyszłego roku" – powiedziała Emilewicz.

"Środki te mają 'zazielenić' polską gospodarkę, przyśpieszyć i pomoc w transformacji energetycznej, w dojściu do gospodarki w obiegu zamkniętym, z drugiej strony są one bardzo mocno cyfrowe. Około 20% wszystkich środków powinno przełożyć się na ucyfrowienie. Zarówno od strony administracji, ale także polskiego sektora prywatnego" – dodała. Państwa członkowskie mogą formalnie przedkładać swoje plany naprawy i odporności do oceny od momentu, gdy instrument faktycznie zacznie obowiązywać. Według prognoz, przepisy ustanawiające instrument, mają wejść w życie 1 stycznia 2021 r. Termin składania planów przez poszczególne państwa upływa 30 kwietnia 2021 r. Komisja zachęca jednak do składania wstępnych projektów planów od 15 października 2020 r. W ramach instrumentu na rzecz odbudowy i zwiększania odporności (funkcjonującego jako część zaproponowanego przez Komisję instrumentu Next Generation EU o wartości 750 mld euro) mają zostać przyznane państwom członkowskim dotacje o łącznej wartości 312,5 mld euro, a pozostałe 360 mld euro zostanie udzielone w formie pożyczek. W przypadku 70% z kwoty 312,5 mld euro podstawą alokacji będzie wielkość populacji państwa członkowskiego, odwrotność jego PKB na mieszkańca oraz średnia stopę bezrobocia w ciągu ostatnich 5 lat (2015-2019), w odniesieniu do średniej UE. O alokacji pozostałych 30% decydować ma wskaźnik PKB w 2020 r oraz prognozy na rok 2021. psav linki wyróżnione

]]

Miziołek: Okres pandemii to dla branży e-commerce żniwa

Sep 23 2020
<![CDATA[

Ostatnie miesiące pokazały gigantyczne wzrosty w obrotach w sklepach internetowych. Bardzo znamienne dla pandemii jest to, że rosną koszyki, czyli wartości zakupów, jakie klient dokonuje online – mówił Miziołek na Impact’20.

Covid-19 zmienił nasze podejście do zakupów online. Internetowe sklepy spożywcze zbierają żniwa – stwierdził Adam Miziołek.

]]

Emilewicz: W 2022 r. powinniśmy wrócić do sytuacji z końca 2019 r.

Sep 23 2020
<![CDATA[

Jak podkreślała, choć sytuacja jest ciągle nieprzewidywalna, a perspektywy na skuteczną terapię koronawirusa odsuwają się, to przewidywania dotyczące odbicia po kryzysie napawają optymizmem. Zaznaczyła, że kluczowe będzie skuteczne wykorzystanie środków unijnych na odbudowę gospodarki.

"Chcielibyśmy powiedzieć, że wrócimy do status quo z końca 2019 r. w 2022 r., że ten przyszły rok powinien być rokiem zdecydowanego przyspieszenia" - powiedziała.

W jej ocenie, w wyniku pandemii dochodzi do zmiany myślenia o procesach globalizacyjnych, na czym mogą skorzystać środkowoeuropejskie gospodarki. "Chcemy, aby baza produkcyjna była bliżej rynków zbytu" - wskazała.

Zwróciła także uwagę, że pod niektórymi względami gospodarki naszego regionu są bardzo nowoczesne i mają dobrą bazę np. specjalistów IT i ICT.

Jak mówiła, choć cyfryzacja i digitalizacja administracji i gospodarki nadal jest wyzwaniem, to w ostatnim czasie nastąpił duży skok w tym obszarze.

"Pewien obszar aktywności gospodarczej bardzo szybko przeszedł w domenę cyfrową. Bon turystyczny jest dostępny tylko w wersji cyfrowej - to nie było kwestionowane" - zauważyła. Jak dodała, dzięki wprowadzeniu bonu, kilkadziesiąt tysięcy najmniejszych podmiotów gospodarczych w sektorze turystycznym, które nie korzystały z bankowości elektronicznej, zaczęły to robić.

Także Zbigniew Jagiełło z PKO BP podkreślał, że sektor bankowy - który w jego ocenie jest w Polsce "wybitnie nowoczesny" - odgrywa dużą rolę, jeśli chodzi o dostęp do cyfrowych usług. Zauważył, że od 2016 r. gdy umożliwiono składanie wniosków o 500 plus poprzez banki, liczba usług publicznych dostępnych w ten sposób gwałtownie wzrosła. Jak zauważył, największe banki w Polsce stoją wobec wyboru: "cyfryzuj albo zgiń".

Jak wskazywał uczestniczący w dyskusji Bartosz Ciołkowski z Mastercard także np. korzystanie z płatności elektronicznych - choć spadło w porównaniu do najwyższych poziomów z okresu lockdownu - to nadal utrzymuje się na poziomie istotnie wyższym niż przed pandemią. Ciołkowski zwrócił jednak uwagę, że digitalizacja jest lekarstwem tylko na niektóre problemy, gdyż np. praca zdalna nie jest tak efektywna jak to się początkowo wydawało. "Innowacje rodzą się w interakcji, nie rodzą się na ekranie komputera. Nie możemy się umówić na telekonferencję, żeby zrobić innowacje" - ocenił.

]]

Eco-driving – konkretny zysk dla każdej firmy

Sep 23 2020
<![CDATA[

Samochody, z których składają się floty współczesnych firm transportowych mogą zostać wyposażone w szereg udogodnień oraz systemów, które nie tylko wspomagają jazdę, ale wpływają na decyzje dotyczące zarządzania całą flotą firmową. Przede wszystkim służą one do monitorowania poziomu zużycia paliwa przez poszczególnych kierowców, określenia ich sposobu jazdy i oceny jej efektywności na tle całego parku samochodowego.

Paliwo nie jest jedynym, choć na pewno największym, źródłem oszczędności płynącym z eco-drivingu. Ekonomiczna jazda ma ogromny wpływ na redukcję kosztów eksploatacyjnych pojazdów. Świadome prowadzenie zakłada bowiem nie tylko doskonałą znajomość trasy i możliwości pojazdu, ale też umiejętność przewidywania zdarzeń drogowych, czego efektem jest nawet kilkudziesięcioprocentowe wydłużenie przydatności części eksploatacyjnych: klocków hamulcowych, sprzęgła, zawieszenia, ogumienia oraz silnika. Ma też niewątpliwy wpływ na bezpieczeństwo użytkowników dróg, co dla firmy oznacza zmniejszenie ryzyka ponoszenia ewentualnych szkód komunikacyjnych. Wszystko to jednak nie będzie możliwe, jeśli kierowcy nie zostaną zaznajomieni z właściwą techniką eko-jazdy. Służą temu dedykowane szkolenia, które oferują już niemal wszyscy producenci samochodów oraz wyspecjalizowane firmy. Każde szkolenie ma przede wszystkim na celu wyeliminowanie złych nawyków za kierownicą, udoskonalenie techniki jazdy oraz rozwijanie świadomości kierowców pod kątem oceny własnych możliwości i umiejętności dostosowania ich do rodzaju pojazdu, ładunku i trasy, którą mają przebyć.

Inwestycje w szkolenia kierowców są spore, ale opłacalne. Nawet kilka tysięcy litrów paliwa rocznie mniej dla jednego zestawu oraz kilka tysięcy złotych rocznie mniej za wymianę i serwis części eksploatacyjnych to czysty zysk dla każdej firmy.

Warto tu jeszcze wspomnieć o drugim aspekcie eco-drivingu – czyli jeździe ekologicznej. Umiejętna jazda i zmniejszone spalanie paliwa przekładają się na obniżenie emisji szkodliwych substancji do atmosfery oraz redukcję hałasu. Ponadto w dużych aglomeracjach eco-driving ma za zadanie wpływać na optymalizację transportu i utrzymanie płynności potoków ruchu, co znacząco poprawia czas i komfort dostaw.

Podsumowując, należy podkreślić, że eko-jazda przynosi firmie konkretne zyski. Najbardziej wymierne to oszczędność paliwa oraz niższe koszty wymiany części eksploatacyjnych i mniejsze koszty przeglądów. Warto więc inwestować we właściwe wyszkolenie kierowców, bo to w głównej mierze od nich zależą ostateczne koszty paliwowe i materiałowe, które stanowią największą grupę wydatków ponoszonych przez firmy transportowe.

Czytaj więcej na Poradnik biznesu

]]