Informacje prasowe

GP/BIZNES

Fundacje rodzinne mają budować kapitał polskich firm

Sep 16 2019
<![CDATA[

Minister na spotkaniu z przedstawicielami polskiego biznesu głosił, że rozpoczynają się konsultacje społeczne zielonej księgi, w której przedstawione zostały propozycje do dyskusji nad modelem nowego bytu prawnego, czyli polskiej fundacji rodzinnej. Zaznaczył, że fundacje rodzinne funkcjonują w wielu krajach europejskich i ich celem jest m.in. budowa rodzimego kapitału, a także umocnienie sukcesji firm rodzinnych. "Opracowana przez resort zielona księga ma zapoczątkować dyskusję nad modelem polskiej fundacji rodzinnej" - powiedział Niedużak. Dodał, że dokument ten zawiera rozwiązania obowiązujące w innych państwach, m.in. w m.in. Austrii, Holandii czy Szwecji, w których oferowane są różne rozwiązania prawne, w tym ulgi podatkowe.

Zaznaczył, że jest to rozwiązanie skierowane przede wszystkim do większych firm, które coraz częściej takie fundacje zakładają poza granicami kraju. Podkreślił, że odbywa się to ze stratą dla polskiego społeczeństwa, które m.in. traci wysokopłatne miejsca pracy. Wiceminister podkreślił jednak, że wartość kapitału założycielskiego takiej fundacji czy szczegółowe zasady jej funkcjonowania zostaną opracowane dopiero po konsultacjach, tak, żeby jak najwięcej przedstawicieli rodzinnych firm wypowiedziało się w tej kwestii. Wskazał, że opinie na ten temat można przesyłać na adres: fundacjarodzinna@mpit.gov.pl do 14 października. Dodał, że dyskusje na ten temat planowane są także w kilkudziesięciu polskich miastach.

Fundacja rodzinna to instytucja prawna, na której rzecz przenosi się firmę czy inny majątek. Może ona zostać właścicielem przedsiębiorstwa, udziałów w spółkach, papierów wartościowych, a także nieruchomości i ruchomości. Zysk wypracowany przez majątek należący do fundacji rodzinnej trafia na potrzeby rodziny, czyli np. - jak wskazał wiceminister - na opłacenie nauki na uniwersytecie dzieci czy wnuków albo na prowadzone przez nich badania naukowe. Zaznaczył jednak, że nie można go przeznaczać na wypłatę dywidendy. Podkreślił, że fundacja rodzinna pozwala pogodzić dwie ważne sfery: biznesu i życia prywatnego. "Takie fundacje są z reguły zarządzane wspólnie przez potomków fundatora, czy członków danej rodziny" - powiedział.

Jak wskazał wiceprezes stowarzyszenia Inicjatywa Firma Rodzinnych Tomasz Budziak jedną z intencją fundacji rodzinnej jest zwiększenie szansy przedsiębiorstwa na jej długowieczność. "Polskie firmy rodzinne nie mogą być w gorszej pozycji konkurencyjnej z powodu braku rozwiązań prawnych, umożliwiających długotrwały wzrost w wyniku zmian pokoleniowych czy rodzinnych" - powiedział. Dodał, że choć sprawy podatkowe choć nie powinny być istotą nowej regulacji, to stanowią one istotny formę zachęty do akumulacji kapitału.

Mówił też, że procesy sukcesyjne, które inicjowane są wraz z pojawieniem się drugiego pokolenia z rodziny właścicielskiej mogą zwiększać zagrożenie związane z potencjalnymi konfliktami o majątek, narażając go na rozdrobnienie. "Fundacja rodzinna zakłada wyłączenia rodzinnego majątku, w tym firmy rodzinnej albo grupy spółek, spod zasad prawa spadkowego, czyli innymi słowy zabezpiecza firmę przed rozdrobnieniem majątku w procesie dziedziczenia, a często też przed konfliktami o ten majątek" - wyjaśnił.

W lipcu 2018 weszła w życie ustawa o zarządzie sukcesyjnym, która w znacznym stopniu ułatwia sukcesję firm, umożliwiając powołanie tzw. zarządu sukcesyjnego, który może prowadzić przedsiębiorstwo po śmieci właściciela. Jak podało MPiT, do tej pory powołano w Polsce 8 tys. takich zarządów.

Z danych PARP wynika, że z 2 mln zarejestrowanych w Polsce przedsiębiorstw prywatnych blisko 830 tys. to firmy rodzinne. W 2017 r. odpowiadały one za tworzenie 18 proc. polskiego PKB (ok. 322 mld zł). To - jak zaznaczył Niedużak - "dobry wynik, lecz daleko nam jeszcze do rozwiniętych gospodarek, w których wpływ firm rodzinnych na PKB wynosi ponad 50 proc."

Najwięcej firm rodzinnych jest w województwie mazowieckim, śląskim, dolnośląskim i wielkopolskim. Funkcjonują one głównie w branży handlowej (32 proc.), przetwórstwa przemysłowego (16 proc.), budowlanej (12 proc.) oraz usług profesjonalnych (11 proc.)

Firmy rodzinne stoją u progu skoku sukcesyjnego, z powodu trwającej zmiany pokoleniowej pionierów przedsiębiorczości po 1989 r. W trakcie najbliższych 5 lat sukcesję planuje ok. 57 proc. firm rodzinnych jednak - jak wynika z danych PARP - tylko 8,1 proc. następców przedsiębiorców deklaruje, że chce prowadzić w przyszłości firmy rodziców. W praktyce drugie pokolenie przejmuje jedynie co trzecią firmę rodzinną, a niewielki procent z tych firm przekazuje się trzeciemu pokoleniu.

]]

PPK z szansami na duży sukces

Sep 16 2019
<![CDATA[

Prawdziwą miarą skuteczności PPK będzie stopień uczestnictwa w tym przedsięwzięciu – zgodzili się uczestnicy dyskusji. – Na pierwszym etapie sukcesem będzie jeśli więcej Polaków przystąpi do programu niż z niego wystąpi – mówił Robert Zapotoczny, prezes PFR Portal PPK. – Partycypacja będzie syntetycznym i miarodajnym wskaźnikiem – zgodził się Piotr Żochowski, prezes zarządu PKO TFI.Paneliści podkreślili duży stopień dobrowolności PPK, co odróżnia je od otwartych funduszy emerytalnych – zgodnie z ustawą są to środki w pełni prywatne, należące do obywateli. – To system dający dużą wolność – zauważył Grzegorz Chłopek, prezes NN PTE. W podobnym duchu wypowiadała się Izabela Olszewska z zarządu GPW, która zadeklarowała, że jest entuzjastką nowego projektu. – Polityka inwestycyjna PPK jest lepsza niż OFE – oceniła. Przypomniała, że te ostatnie nie mogły zabezpieczać ryzyka rynkowego czy kursowego.Robert Zapotoczny wskazał natomiast na podobieństwa między PPK, a pracowniczymi programami emerytalnymi (PPE). To jego zdaniem dobry prognostyk. – Wśród pół miliona osób, które miały możliwość uczestniczyć w PPE, nie znajdziemy ani jednej, która jest niezadowolona, że ma oszczędności – ocenił. Jak zaznaczył, w PPE jednak sam pracodawca uiszcza składki, w PPK natomiast ten obowiązek ma również pracownik. Grzegorz Chłopek podkreślił, że plany mogą podnieść atrakcyjność pracodawców dla potencjalnych pracowników oraz budować lojalność tych dotychczasowych, jeśli firmy zdecydują się na wpłaty większe od standardowych.Piotr Żochowski ocenił, że program PPK ma duże szanse na powodzenie. Jego zdaniem, chociaż wiele zależy od ogólnej sytuacji gospodarczej, to przy niskim bezrobociu, rosnących dochodach i potencjale rozwojowym polskiej giełdy uczestnicy mogą liczyć na zyski z programu, a te zachęcą następne osoby do odkładania w PPK. Zwrócił też uwagę, że opłaty za zarządzanie są niższe niż w jakimkolwiek wcześniejszym programie. Stwierdził, że stosunek Polaków do oszczędzania zmieni się, jeśli tylko zauważą istotne nadwyżki w portfelach. – To nie jest tak, że ludzie nie oszczędzają z powodów ideowych – przekonywał Piotr Żochowski.O nadziejach rynku kapitałowego związanych z wprowadzeniem PPK mówiła Izabela Olszewska. Pytana przez prowadzącego dyskusję zastępcę redaktora naczelnego Dziennika Gazety Prawnej Marka Tejchmana o to, co będzie sukcesem dla Giełdy Papierów Wartościowych, odpowiedziała, iż rynek przede wszystkim czeka na stały dopływ kapitału. Pomimo wątpliwości formułowanych przez niektórych, jej zdaniem dobrze, że PPK łączą się właśnie z inwestowaniem na giełdzie. – Rynek kapitałowy jest konieczny do pomnażania oszczędności – argumentowała, dodając przy tym, że zapewnienie stałego strumienia lokalnego kapitału przyciągnie także kapitał zagraniczny, a to będzie korzystne dla wszystkich uczestników PPK. Przypomniała, że w podobnych programach wdrażanych przez inne kraje rynek kapitałowy stanowi istotną część systemu emerytalnego. Dyskutanci, analizując dane z ubiegłych lat, ocenili, że to właśnie giełda będzie najbardziej dogodnym miejscem do lokowania zgromadzonych oszczędności. W długiej perspektywie inwestycje na tym rynku są bowiem bardziej opłacalne niż obligacje, a także zapewniają odporność na ewentualną inflację.Piotr Koziński, dyrektor Departamentu Funduszy Inwestycyjnych i Funduszy Emerytalnych Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego, stwierdził, że sukcesem będzie wzrost świadomości Polaków na temat konieczności oszczędzania. Wskazał, że choć diagnozę tę postawiono już ponad dwadzieścia lat temu, to dopiero dziś mamy szansę na realizację tego celu. – Jest determinacja po stronie rządowej, rynkowej, nadzorczej oraz pracodawców – zaznaczył. Program PPK może zapewnić realizację tego postulatu dzięki swojej powszechności i możliwości łatwego obserwowania wzrostu oszczędności. Koziński przypomniał, że kluczowym elementem gwarantującym powodzenie PPK jest uczciwość i współpraca wszystkich zainteresowanych podmiotów – w przeciwnym razie ucierpi na tym zaufanie do całego projektu, co odbije się na spadku zainteresowania programem.Mike Mansfeld, dyrektor programowy Centrum Badań Długowieczności i Emerytur Aegon, zgodził się z tą oceną, opowiadając, jak bardzo ważne jest dotrzymywanie raz danych obietnic w budowie systemu emerytalnego. Mówił też o koniecznym długoterminowym podejściu do przeprowadzanych zmian.Stephanie Payet, analityk sektora emerytur prywatnych w Departamencie Emerytur Prywatnych i Rynków Finansowych OECD, zaleciła zaś, by Polska korzystała z danych zgromadzonych w jej organizacji – może to pomóc zarówno stronie rządowej, jak i biznesowi. Ponadto, posługując się przykładem państw latynoamerykańskich, wskazała, że istotne jest odpowiednie dostosowanie odkładanych kwot do późniejszych oczekiwań.GRKPartner

]]

Węgry coraz bliżej gospodarczo Polski. Rekordowa wymiana handlowa

Sep 15 2019
<![CDATA[

"Cieszy nas kolejny wzrost w obrotach handlowych między Polską a Węgrami. Utrzymaliśmy status trzeciego dostawcy na Węgry po Niemcach i Austrii. To jest kolejny rok z rzędu, kiedy takie miejsce zajmujemy" – powiedziała PAP Dominika Hasińska-Gerencser z ambasady RP w Budapeszcie.

Jak podkreśliła, z punktu widzenia Polski bardzo cieszy dodatnie dla naszego kraju saldo handlowe, które wyniosło 2,26 mld euro.

Podobnie jak w latach poprzednich w wymianie dwustronnej dominowały wyroby przemysłu elektromaszynowego (38 proc. polskiego eksportu i 34 proc. węgierskiego eksportu), wyroby metalurgiczne (odpowiednio 15 i 12 proc.) i wyroby przemysłu chemicznego (15 i 31 proc.). Polska jest też drugim co do wielkości dostawcą na Węgry artykułów rolno-spożywczych.

Jako branże dobrze rokujące na przyszłość Hasińska-Gerencser oraz szef Zagranicznego Biura Handlowego (ZBH) Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu w Budapeszcie Marcin Karaskiewicz wymieniają m.in. sprzęt medyczny, przemysł kosmetyczny i produkcję mebli.

"Widzimy nie tylko duże zainteresowanie polskim sprzętem medycznym ze strony węgierskiej administracji czy węgierskich firm, ale też spore inwestycje i nakłady finansowe rządu na modernizację szpitali. Jest też zapotrzebowanie na artykuły medyczne jednorazowego użytku wykorzystywane na salach operacyjnych" – powiedział Karaskiewicz. Zwrócił uwagę, że np. firma Ana-med przy wsparciu ZBH w Budapeszcie otrzymała bardzo duże zamówienie na elektryczne łóżka szpitalne i właśnie dostarczyła pierwszą partię ponad 350 sztuk do kilkudziesięciu szpitali w całych Węgrzech.

Polskie meble w wielu segmentach są liderem na rynku węgierskim. Doszło ostatnio na Węgrzech np. do inwestycji firmy Meblik, produkującej wysokiej jakości meble dziecięce. Przedsiębiorstwo to otworzyło w tym roku swój pierwszy sklep firmowy w Toeroekbalint pod Budapesztem. Spółka Tartak Meble zrealizowała zaś w tym roku spore zamówienie na ok. 240 łóżek piętrowych.

Jeśli zaś chodzi o kosmetyki, to "linia polskich kosmetyków jest coraz bardziej pożądana i coraz bardziej widoczna na rynku węgierskim" – oceniła Hasińska-Gerencser, wskazując, że jest to trend panujący już od jakiegoś czasu. W węgierskich sklepach można kupić produkty m.in. firm Ziaja, Eveline czy Oceanic. "Coraz więcej osób rozpoznaje też te produkty jako polskie kosmetyki, które się wiążą z dobrą jakością" - zaznaczyła.

"Warto też zauważyć, że coraz więcej tych produktów jest oznaczonych jako wyprodukowane w Polce. To widać i na kosmetykach, i na odzieży. Bardzo wiele sklepów w odróżnieniu od lat ubiegłych pokazuje, że coś jest +Made in Poland+, co oznaczałoby, że marka polska coraz bardziej oznacza dobrą jakość. (...) To jest ciekawy trend, niezauważalny wcześniej" – powiedziała Hasińska-Gerencser.

Polskie inwestycje na Węgrzech wyniosły według danych NBP za 2017 r. 130,9 mln euro, a skumulowana wartość polskich bezpośrednich inwestycji na koniec 2017 r. wyniosła w tym kraju 1,37 mld euro, dzięki czemu Węgry plasują się są siódmym miejscu wśród odbiorców polskich inwestycji. Dominuje przy tym sektor spożywczy, IT oraz produkcja przemysłowa. Najpoważniejszym polskim inwestorem pozostaje Grupa Maspex Wadowice, do której należy kilka marek węgierskich (np. produkujących soki owocowe czy wodę mineralną).

Węgierskie inwestycje bezpośrednie w Polsce wyniosły natomiast 894 mln euro netto, a skumulowane węgierskie inwestycje w naszym kraju wyniosły 1,32 mld euro. Firmy z Węgier działają w Polsce głównie w sektorze chemicznym, farmaceutycznym i spożywczym. Największym węgierskim inwestorem w Polsce jest Richter Gedeon, który od 2008 r. posiada 98 proc. Polfy Grodzisk.

Karaskiewicz powiedział, że przy pomocy ZBH w Budapeszcie w 2018 r. weszło na rynek węgierski 11 podmiotów z najrozmaitszych branż, np. Lemar (pokrycia dachowe), Madex (okna pcv), Magic Brands (soki dla dzieci) czy Oceanic (kosmetyki).

W bieżącym roku jak dotąd tych firm było już 10, w tym Ekoplon (nawozy dolistne), Vangusto (słodycze), Orbitvu (światowy lider innowacji technologicznych w obszarze zautomatyzowanej fotografii produktowej 2D, 3D i 360 stopni) czy Skalmar Kraków (aluminiowe pergole i systemy zasłonowe).

Hasińska-Gerencser i Karaskiewicz zgodnie twierdzą, że zainteresowanie współpracą handlową z Polską jest bardzo duże. "Mamy kilka zapytań w ciągu tygodnia o kondycję finansową firm węgierskich. Otrzymujemy około tysiąca zapytań rocznie ze strony zarówno polskich, jak i węgierskich firm. 80 proc. to zapytania firm polskich, które poszukują odbiorców swoich produktów" – poinformował Karaskiewicz.

Dane za pierwsze półrocze br. pokazują, że utrzymuje się tendencja silnego wzrostu wymiany handlowej. Polsko-węgierskie obroty handlowe w tym okresie wyniosły 5,2 mld euro, co oznacza wzrost o 9 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. Zapowiada się więc, że rok 2019 także będzie rekordowy.

]]

30 lat wolności gospodarczej: Rola państwa w biznesie zamiast maleć - rośnie

Sep 14 2019
<![CDATA[

PKO BP, koncerny energetyczne, Polska Grupa Zbrojeniowa, Poczta Polska czy publiczne media – prawie 30 spółek o „istotnym znaczeniu dla gospodarki”. Do tego mniej oczywiste podmioty, np. Wars, zapewniający usługi gastronomiczne i hotelarskie w pociągach, czy produkujący cementowozy i paszowozy Zakład Produkcji Naczep w Nieżychowicach. Wykaz spółek nadzorowanych przez premiera, członków Rady Ministrów, pełnomocników rządu lub państwowe osoby prawne, w tym jednoosobowe spółki Skarbu Państwa (SSP), liczy 367 pozycji. Czasem udział państwa wynosi 100 proc., czasem mniej niż 1 proc. Ale zawsze jest.

Do tego dochodzą tysiące spółek, których właścicielami są samorządy. To m.in. przedsiębiorstwa wywożące śmieci, zarządzające wodociągami czy ośrodkami sportu i rekreacji. Ministrowie, sekretarze stanu, prezydenci miast czy radni podejmują decyzje dotyczące obsady tysięcy stanowisk kierowniczych w podmiotach gospodarczych.

– Wpływ polityków na spółki Skarbu Państwa był i jest. Politycy są de facto ich właścicielami. Ale właścicielami, którzy nie odpowiadają za nic – stwierdza prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezary Kaźmierczak. – Obecnie ten wpływ, według mnie, jest podobny jak w ostatnich latach. Wyjątkiem jest może sektor bankowy. Rząd uważa, że większy powinien być tu udział kapitału polskiego. A że w Polsce prywatnego kapitału jest z powodów historycznych mało, państwo musiało banki samo odkupić – dodaje.

Nieco inaczej na kwestię zaangażowania polityków w biznes patrzy ekonomista Witold Orłowski. – Jeszcze kilkanaście lat temu modne były tezy, że politycy mają ograniczone możliwości wpływania na gospodarkę, bo żyjemy w erze globalizacji, a wielkie koncerny zyskują na znaczeniu. Jednak okazało się, że to nieprawda: politycy wciąż mają przemożny wpływ na biznes. Przykładem są działania prezydenta USA Donalda Trumpa czy to, co teraz się dzieje w Polsce – mówi profesor z Akademii Vistula.

I dodaje, że wpływ polityków na gospodarkę można podzielić na trzy główne obszary. Pierwszy – kwestia tworzenia regulacji. Oczywiście zawsze można dyskutować, czy dany przepis jest potrzebny, jednak co do tego, że państwo powinno tworzyć ramy prawne, panuje zgoda. Drugi obszar, gdzie też polityków nikt nie zastąpi, to ogólne warunki prowadzenia biznesu, jak dbanie o rozwój czy bezpieczeństwo. – Trzeci to bezpośredni wpływ na przedsiębiorstwa. Przykład USA pokazuje, że państwo nie musi być właścicielem firmy, by móc wymusić na przedsiębiorstwie, poprzez regulacje, zgodne ze swoją wolą decyzje. To obszar najbardziej kontrowersyjny. Politycy nie wahają się korzystać z wpływów, by wymuszać na biznesie decyzje po swojej myśli – mówi prof. Orłowski, członek Narodowej Rady Rozwoju, gremium konsultacyjno-doradczego przy prezydencie Andrzeju Dudzie, a na początku wieku szef doradców ekonomicznych prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.

Staszek chce się sprawdzić w biznesie

Głośnym przykładem tego, jak politycy nad Wisłą w ostatnich latach ręcznie sterują biznesem, jest utworzenie pod koniec 2016 r. Polskiej Fundacji Narodowej. Wśród jej celów są m.in. „promocja i ochrona wizerunku Rzeczpospolitej Polskiej oraz polskiej gospodarki” czy „promocja spółek z udziałem Skarbu Państwa i polskiej przedsiębiorczości”. Jej fundatorami było 17 spółek z udziałem państwa, m.in. Lotos czy KGHM. Jak wynika z raportów fundacji, firmy te przeznaczyły na jej funkcjonowanie w latach 2016–2017 ponad 160 mln zł – trudno tak wielkich pieniędzy szukać w działającym na zasadach rynkowych prywatnym biznesie. W sprawozdaniu finansowym za 2017 r. fundacja informuje, że 17 mln zł przeznaczono na działalność statutową, a 2 mln zł na koszty administracyjne. (Raport za 2018 r. będzie opublikowany pod koniec tego roku).

Największym wydatkiem była „Kampania informacyjna dotycząca wymiaru sprawiedliwości”, która kosztowała ponad 8 mln zł. Akcję „Sprawiedliwe sądy” trudno oceniać inaczej niż jako prorządową propagandę. Tym bardziej że ponad milion złotych za jej opracowanie otrzymali piarowcy, którzy wcześniej byli zatrudnieni w kancelarii premiera. Jesienią ubiegłego roku sąd rejonowy w Warszawie uznał, że kampania była sprzeczna z celami statutowymi fundacji.

Inną konsekwencją wpływu polityków na biznes jest permanentna rotacja kadrowa, która ma miejsce w dużych spółkach Skarbu Państwa. W ubiegłym roku na łamach DGP sprawdziliśmy, ile było zmian władz w 30 kluczowych SSP w ciągu trzech lat rządów PiS. Okazało się, że prezes bądź p.o. prezes piastował stanowisko średnio krócej niż rok. Kilka razy na stanowiska kierownicze trafiali ci, którzy wcześniej byli wiceministrami. Aż po pięć razy w ciągu trzech lat prezesów wymieniano m.in. w Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych i Enerdze. Wciąż żyjemy w czasach, w których „Staszek chce się sprawdzić w biznesie”. Słynna wypowiedź Wiesława Kaczmarka, w 2001 r. ministra skarbu w rządzie SLD-PSL, o powodach nominacji Stanisława Dobrzańskiego na stanowisko prezesa Polskich Sieci Elektroenergetycznych, nie straciła na aktualności.

– To, że państwo posiada udziały w spółkach, nie daje nam żadnych korzyści. Może jedyną zaletą takiego rozwiązania jest to, że grupka ludzi znajduje w nich zajęcie. Na ogół to są firmy mniej efektywne i gorzej zarządzane niż prywatne – stwierdza Kaźmierczak. – A powinno być tak: państwo zachowuje instrumenty prawne, by móc nadal wpływać na firmy działające w sektorach krytycznych dla infrastruktury, ale te spółki są prywatne. Bo przecież własność państwowa jest nieefektywna. Choć pewne formy interwencjonizmu są korzystne, jednak pod warunkiem że stoi za tym strategia. Ja jej w Polsce nie widzę – stwierdza. I dodaje, że przykładem sukcesu planowego działania jest Izrael, który lata temu skupił się na czterech dziedzinach: hydrologii, rolnictwie, przemyśle zbrojeniowym i optyce. Dziś choćby w tych dwóch ostatnich obszarach firmy z tego państwa należą do światowej czołówki.

W podobnym tonie wypowiadał się premier Mateusz Morawiecki. – Państwo wraca do gry na poważnie. Do przedsiębiorczych przedsiębiorców dołącza teraz również przedsiębiorcze państwo. (…) To państwo wylało fundamenty pod sukces amerykańskiej Doliny Krzemowej czy izraelskiej innowacyjności, przemysłu koreańskiego albo niemieckiego – mówił w exposé. Było to zbieżne z opracowanym przez niego „Planem na rzecz odpowiedzialnego rozwoju”. Oto jego fragment: „Polskie przedsiębiorstwa powinny być silne we wszystkich branżach, ale musimy też mieć swoje specjalności, zwłaszcza takie, które oparte są na nowoczesnych technologiach. Ich rozwój wesprze wykorzystanie Krajowych Inteligentnych Specjalizacji i specjalne programy rozwojowe realizowane przez Ministerstwo Rozwoju i Polski Fundusz Rozwoju dla różnych branż, przykładowo lotniczej, zbrojeniowej, stoczniowej, chemicznej, spożywczej, transportowej i IT”.

Problem w tym, że państwo chociaż ma środki i faktycznie zwiększa obecność w niektórych sektorach, to z pozytywnym stymulowaniem radzi sobie co najwyżej miernie. Doskonałym przykładem jest przemysł zbrojeniowy. Większość firm tego sektora skupiona jest w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, której przychody w ubiegłym roku wyniosły ponad 5,5 mld zł. W 2018 r. firma po raz pierwszy od lat miała prawie 40 mln zł zysku. Ale trzeba pamiętać, że jej największym klientem pozostaje Ministerstwo Obrony, które jest jednocześnie… podmiotem nadzorującym PGZ. Prawdziwą miarą wartości i innowacyjności PGZ jest więc eksport. Ten, choć rośnie, to w ubiegłym roku wyniósł ok. 700 mln zł, czyli nieco ponad 10 proc. wszystkich przychodów grupy.

Obecnie w grupie powstaje strategia dalszego rozwoju. Siłą rzeczy musi ona bazować na planach resortu obrony, który jest głównym klientem. Kluczowym dokumentem dotyczącym zakupów planowanych przez MON jest Program Modernizacji Technicznej. Ale jest to dokument niejawny, który PGZ nie został przekazany. Tak więc plany Grupy muszą bazować na domysłach. Mimo że jest podmiotem państwowym i działa na jego potrzeby, to państwo nie chce jej poinformować o swoich zamierzeniach.

Inną niekonsekwencją działania państwa w zbrojeniówce jest to, że Polski Fundusz Rozwoju zainwestował prawie 130 mln zł w kupno 24 proc. prywatnej Grupy WB, specjalizującej się w produkcji dronów. Tymczasem MON do przetargu na bezzałogowce nie dopuściło tej firmy. Zamówienie trafiło do PGZ, której kompetencje w tym zakresie były znacznie mniejsze. Ale za to udział państwa w akcjonariacie większy.

Plany były ambitne

Mimo zaklinania rzeczywistości przez polityków spektakularną porażką jest zaangażowanie państwa w przemysł stoczniowy. W czerwcu 2017 r. w Szczecinie w świetle kamer premier Morawiecki położył stępkę pod prom Polskiej Żeglugi Bałtyckiej. Statek miał być zaprojektowany na miejscu i wybudowany w Stoczni Szczecińskiej. Efekt jest taki, że miesiąc temu ogłoszono, że jednak zostanie zakupiony gotowy projekt. Choć według pierwotnych planów statek miał być wodowany jeszcze w 2019 r. – Nie zakładam żadnych opóźnień – mówił DGP jeszcze rok temu Marek Gróbarczyk, minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej. Szanse na to, że statek powstanie w Szczecinie w ciągu najbliższych 2–3 lat, wydają się iluzoryczne.

Problemy ma też inna państwowa spółka ze Szczecina związana z morzem. Produkująca elementy farm wiatrowych ST3 Offshore kilka razy spóźniła się już z wypłacaniem pensji pracowników. Także trójmiejskie stocznie należące do państwa, m.in. Nauta, są w trudnej sytuacji finansowej.

O tym, że państwo słabo sobie radzi jako właściciel, świadczy kondycja spółek energetycznych. Giełdowy indeks WIG-ENERG kilka tygodni temu sięgnął najniższych poziomów w historii. Można tutaj doszukiwać się usprawiedliwień w sytuacji zewnętrznej, m.in. polityce klimatycznej UE, która naciska na szybkie odchodzenie od węgla – a ten stanowi u nas 80 proc. miksu energetycznego. Ale jednak za wyniki spółek odpowiada właściciel – a więc w dużej mierze państwo. To, że Unia stawia na odnawialne źródła energii (OZE), było wiadomo od dawna, bo cele klimatyczne zostały określone w 2014 r. Jednak to politycy zdecydowali, że polska energetyka specjalnie nie będzie się przejmować OZE. Zmiana w narracji, która zaszła kilka miesięcy temu, wydaje się spóźniona.

Jaka powinna być więc rola państwa w zarządzaniu biznesem? Wydaje się, że jego udział w firmach, które produkują cemento- czy paszowozy, nie jest niezbędny. Ale na pewno rząd powinien mieć wpływ na strategiczne firmy w takich sektorach jak np. energetyka. Sposoby, by to osiągnąć, są różne. W USA państwo praktycznie nie posiada udziałów w strategicznych spółkach, choćby zbrojeniowych, ale jednocześnie potrafi na nich wymóc np. zakaz eksportu do wybranych krajów. Za Atlantykiem aparat administracyjny jest na tyle silny, że jest w stanie wymusić swoją wolę na podmiotach prywatnych. Przykładem tego choćby pocenie się szefa Facebooka Marka Zuckerberga na publicznych przesłuchaniach po ujawnieniu afery z Cambridge Analytica.

Z kolei w Niemczech państwo i poszczególne landy posiadają mniejszościowe udziały w wielkich koncernach (np. 11,8 proc. udziałów w Volkswagenie czy 11 proc. w Airbusie), lecz pozostawiły sobie prawo do ingerencji w kwestiach strategicznych. O prawo do ich wetowania przedstawiciele VW i rządu spierali się nawet przed Trybunałem Sprawiedliwości UE – co istotne, TSUE przyznał, że rząd, mając jedynie mniejszościowy udział, może wstrzymać kluczowe decyzje w prywatnym zakładzie.

W Polsce w zarządzaniu spółkami Skarbu Państwa wciąż działa model „staszkowy” i w interesie żadnej partii nie leży jego zmiana. Choć, oczywiście, będąc w opozycji, zapowiadają uregulowanie problemu, to jednak po przejęciu władzy szybko o tym zapominają. Po latach bezowocnych zapowiedzi, że do zarządów spółek przestaną trafiać partyjni nominaci, trudno być w tej kwestii optymistą. A patrząc na politykę rządu PiS, takich intratnych synekur zapewne będzie w najbliższym czasie przybywać. 

]]

GovTech, czyli jak zrealizować swoje pomysły, zarobić i pomóc społeczeństwu

Sep 13 2019
<![CDATA[

Ogłaszane są konkretne wyzwania i organizowane burze mózgów, a autorzy najlepszych rozwiązać mają szansę uczestniczyć w ich wdrażaniu. Na czym ten program polega, jak mogą dzięki niemu skorzystać podmioty publiczne, obywatele i przedsiębiorcy, a także, co się wydarzy w najbliższy weekend w polskim Nadarzynie i w nigeryjskim Lagos - opowiadała Dziennikowi Gazecie Prawnej Justyna Orłowska, dyrektor GovTech Polska.

Zobacz wideo:

]]

Rewolucja w bankowości inna niż przypuszczano. Nadciąga GAFA

Sep 13 2019
<![CDATA[ PSD2 rusza pełną parą. Nowi gracze zacierają ręce

W ostatnich dniach w mediach oraz internecie można znaleźć olbrzymią liczbę tekstów, w których pisze się o rewolucji w bankowości, o nadchodzących gigantycznych zmianach dla posiadaczy rachunków bankowych, a także o tragedii sektora bankowego. Powód – wejście w życie 14 września 2019 r. dyrektywy unijnej zwanej PSD2. Otóż ani PSD2 jutro nie wchodzi w życie, ani ‒ przynajmniej na razie ‒ rewolucji nie będzie. Ta bowiem najprawdopodobniej nadejdzie, ale dopiero za 3‒5 lat. I będzie wyglądała inaczej, niż dziś jest zapowiadana w mediach.

Nieoczekiwany zwrot akcji

A zatem jak będzie wyglądała nasza przyszłość? Wyobraźmy sobie, że po zalogowaniu się na konto na Facebooku Kowalskiemu wyświetla się komunikat: „Nie kupuj kawy w kawiarni X. Kupuj 30 metrów dalej w kawiarni Y. Kawa, jak wynika z opinii naszych użytkowników, jest lepsza, a miesięcznie zaoszczędzisz ok. 150 zł”.

Inny przykład: otwieramy jedną z usług dostarczanych przez Google. Wyskakuje ramka z informacją: „Za siedem dni kończy ci się ubezpieczenie OC. Zmień ubezpieczyciela z A na B, a zaoszczędzisz 360 zł”. W tym czasie inny użytkownik przeglądarki internetowej – właściciel iPhone'a – dowie się, że w ostatnim miesiącu całkiem nieźle szło mu oszczędzanie. „Gratulujemy! W tym miesiącu osiągnąłeś zakładany cel. Może czas na sprawienie sobie prezentu? Kup A, B lub C”.

Brzmi nierealnie? Zdaniem ekspertów to melodia najbliższej przyszłości, góra pięciu lat. GAFA – czyli Google, Amazon, Facebook, Apple i inni cyfrowi giganci – lada moment wejdą z impetem na rynek usług finansowych. I dyrektywa PSD2, która – paradoksalnie – została stworzona przez unijnych decydentów z myślą o małych, innowacyjnych firmach technologiczno-finansowych, czyli fintechach – to działanie im ułatwi.

Pełna moc dyrektywy

Dyrektywa PSD2 (Payment Services Directive 2), czyli w ujęciu prawnym dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2015/2366 z 25 listopada 2015 r. w sprawie usług płatniczych w ramach rynku wewnętrznego (patrz ramka „Kluczowe akty prawne”) to akt przyjęty niemal trzy lata temu. Bynajmniej nie wchodzi w życie jutro, lecz obowiązuje od dawna ‒ do polskiego porządku prawnego został implementowany ustawą z 10 maja 2018 r. o zmianie ustawy o usługach płatniczych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. poz. 1075).

Skąd więc tak głośno jest o niej właśnie teraz? Ano dlatego, że jutro, czyli 14 września 2019 r., wchodzi w życie rozporządzenie delegowane Komisji Europejskiej w zakresie regulacyjnych standardów technicznych, które zmuszają uczestników sektora finansowego do stosowania wskazanych w PSD2 zasad. Mówiąc prościej: od jutra dyrektywa PSD2 zaczyna obowiązywać z pełną mocą – nie tylko w teorii, lecz także w praktyce.

TO TYLKO FRAGMENT TEKSTU. CAŁY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ W TYGODNIKU GAZETA PRAWNA >>

]]

Przyjdź na Ogólnopolskie Forum Dyrektorów Finansowych. Dlaczego warto?

Sep 12 2019
<![CDATA[

Aby odpowiedzieć na powyższe pytanie wpierw należy wyjaśnić czym jest Ogólnopolskie Forum Dyrektorów Finansowych. Jest to platforma wymiany wiedzy między znakomitymi ekspertami, jak również doskonałe miejsce do nawiązania licznych relacji biznesowych. Ogólnie jest to „must-have” każdego Dyrektora Finansowego i Managera działu podatków.

Dlaczego warto zapisać się na konferencję? Powodów jest wiele. Jak zapewniają organizatorzy:

Zaprosimy Państwa do udziału w dwóch kluczowych dyskusjach na temat elektronizacji kontroli podatników oraz znaczeniu zmian w systemie podatkowym na rozwój przedsiębiorczości w PolscePrzedstawimy wprowadzone i planowane zmiany w zakresie podatków VAT, CIT i PIT – wskażemy najlepsze praktyki i skuteczne rozwiązaniaZaprezentujemy zmiany w zakresie JPK i split paymentZagwarantujemy doborowe towarzystwo do dyskusji i nawiązywania nowych relacji biznesowychZaprosimy do rozmów z partnerami spotkania, którzy będą mieli dla Państwa bardzo ciekawe rozwiązaniaStworzymy znakomitą platformę wymiany wiedzy dla Dyrektorów Finansowych i Managerów Działów Finansowych i PodatkowychZaprosimy do wystąpienia jednego z czołowych polskich ekonomistów

Jakie tematy zostaną poruszone?

JPK a efektywność kontroli podatkowychWprowadzone i planowane zmiany uszczelniające system podatkowy Przyszłość polskiej przedsiębiorczościZmiany w jednolitym pliku kontrolnym: JPK_VDEK i JPK_FASplit payment - dla kogo będzie obowiązkowy?Nowa matryca stawek VATBiała księga - obowiązki vs korzyściCIT 2019 czyli życie codzienne w trakcie rewolucjiJak odnaleźć się w nowym świecie PIT i ZUS. Obawy, inspiracje, plany.

Prelegenci

Gościem specjalnym będzie prof. Grzegorz W. Kołodko, intelektualista i polityk, jeden z głównych architektów polskich reform gospodarczych, czterokrotnie wicepremier i minister finansów w latach 1994-97 i 2002-03. Członek Europejskiej Akademii Nauki, Sztuki i Literatury. Dyrektor Centrum Badawczego Transformacji, Integracji i Globalizacji TIGER w Akademii Leona Koźmińskiego. Autor i redaktor 54 książek oraz licznych artykułów naukowych opublikowanych w 26 językach.

Ponadto swoją obecność zapowiedzieli m.in.:

Sławomir Boruc, radca Prawny, Doradca podatkowy, Wspólnik kierujący Praktyką Podatkową Baker McKenzieAndrzej Nikończyk, wspólnik kancelarii podatkowej Kolibski, Nikończyk, Dec & Partnerzy, Przewodniczący Rady Podatkowej Konfederacji LewiatanMałgorzata Dankowska, doradca podatkowy, Partnerka, TPA Poland.

Pełen program konferencji oraz wszystkich prelegentów znajdziesz tutaj >>>

]]