Informacje prasowe

GP/BIZNES

Targi o eurofundusze w cieniu wyborów

May 20 2019
<![CDATA[

Zbliżające się eurowybory i zmiany, które nastąpią w składzie Komisji Europejskiej, mocno komplikują proces negocjowania kształtu przyszłej unijnej perspektywy finansowej. – Nie wiemy, jak wyglądać będzie układanka w Parlamencie Europejskim i Komisji po wyborach. Może być tak, że ustalenia zawarte teraz, za miesiąc czy dwa będą już nieaktualne – wskazuje jeden z rządowych urzędników, biorący udział w negocjacjach z KE. Przykładowo, już udało nam się wywalczyć, że z funduszy unijnych będzie można finansować infrastrukturę gazową w Polsce. – Ale tu PE wyraził już negatywne stanowisko, zwłaszcza socjaldemokraci. Nie wiadomo więc, co europarlament powie po wyborach, zwłaszcza jeśli dojdzie do jakichś zmian w „grupie trzymającej władzę” – tłumaczy nasz rozmówca.

Jak mówi Janusz Lewandowski, były komisarz UE ds. budżetu i programowania finansowego oraz kandydat Koalicji Europejskiej w tegorocznych wyborach w okręgu pomorskim, w UE rządzi zasada, że „nic nie jest bud żetowo uzgodnione, dopóki wszystko nie jest uzgodnione”. – Warto zabiegać o cząstkowe uzgodnienia, ale potwierdzeniem tego wszystkiego będą dopiero ostatecznie zatwierdzone wieloletnie ramy finansowe. Na razie wszystkie państwa pozycjonują się przed wyborami, chcą pokazać swoim społeczeństwom, że walczą o jak najlepszy budżet. KE nie jest dziś rozgrywającym, występuje w roli „uczciwego maklera”, który sprzyja porozumieniu między rządami. Istotniejszy jest skład Parlamentu Europejskiego, w którym po wyborach może pojawić się więcej sił eurosceptycznych, dążących do przycinania budżetu Unii – twierdzi Lewandowski.

Komisja wstępnie planowała, by w miarę możliwości zamknąć rozmowy techniczne z państwami członkowskimi do końca czerwca br., czyli jeszcze za prezydencji rumuńskiej. To oznaczałoby, że w drugiej połowie roku odbyłyby się właściwe negocjacje finansowe. W październiku odbędzie się szczyt szefów państw i premierów, a kolejny – przypieczętowujący porozumienie – w grudniu. To z kolei oznaczałoby, że ramy prawne i finansowe na nową perspektywę mielibyśmy uzgodnione na rok przed jej rozpoczęciem.

Ale już dziś wiadomo, że to bardzo optymistyczny scenariusz. – Zakończenie negocjacji przewidywane jest na wiosnę 2020 r., a pojawiają się głosy, że będzie to dopiero w drugiej połowie 2020 r., w czasie prezydencji niemieckiej – mówi minister Jerzy Kwieciński.

Mimo tych komplikacji, nasz rząd próbuje negocjować. Dyskusje nad przyszłym budżetem unijnym toczą się od końca maja ub.r. Wtedy to Komisja Europejska (KE) wyszła z propozycją, która okazała się niekorzystna dla Polski i innych krajów naszego regionu.

W obecnej perspektywie na politykę spójności, której jesteśmy największym beneficjentem, zabezpieczono ok. 350 mld euro, co stanowi około jednaj trzeciej unijnego budżetu na lata 2014–2020. W latach 2021–2027 na politykę spójności KE chce przeznaczyć już tylko 330,6 mld euro, co – jak wskazuje minister Kwieciński – stanowić będzie mniej niż czwartą część całkowitego eurobud żetu (przy czym ten wzrośnie o 5 proc. w stosunku do obecnego). W konsekwencji stratna będzie też Polska, dla której propozycja brzmi: 64,6 mld euro z polityki spójności, co oznacza redukcję o ok. 20 proc. Cięcia będą jeszcze bardziej dotkliwe dla Węgier, Litwy, Estonii, Czech, Malty i Słowacji. Tam – zgodnie z propozycją KE – cięcia miałyby sięgnąć 22–24 proc.

Polski rząd ma trzy główne cele w trwających rozmowach. Pierwszy, to więcej pieniędzy na politykę spójności. Kłopot w tym, że KE chce kosztem właśnie tej polityki finansować nowe priorytety Unii (np. zwiększanie konkurencyjności, bezpieczeństwo, innowacje, ekologia), a takie naciski pojawiają się też ze strony państw płatników. Drugi cel to większa elastyczność w wydawaniu eurofunduszy. Nasze władze w rozmowach z KE wskazują np., że nie potrzebujemy zbyt wielu pieniędzy na walkę z bezrobociem, bo nie jest ono na tyle wysokie. Nie wiadomo jednak, czy taka strategia wpisze się w nowe „trendy” unijne (także w świetle kłopotów na rynku pracy państw południowej Europy). Trzeci priorytet dotyczy warunków finansowania unijnych projektów. Polska nie zgadza się na zmniejszenie intensywności pomocy (dziś projekt może otrzymać nawet 85 proc. dofinansowania unijnego, KE chce ten pułap obniżyć do 70 proc.) oraz wprowadzenie zasady N+2 (dziś jest N+3, co oznacza, że środki przyznane przez Brukselę w roku N muszą być wydane w ciągu trzech lat).

Mimo wielu znaków zapytania o budżet UE po 2020 r., partie biorące udział w wyborczym wyścigu składają – nieraz daleko idące – deklaracje dotyczące funduszy europejskich. I tak PiS chce utrzymania obecnego systemu w Polsce, w którym ok. 40 proc. dotacji dystrybuują samorządy. Nie wiadomo jednak, czy tak rzeczywiście będzie, bo partia jednocześnie chce dalej wzmacniać rolę rządu w tym zakresie. Po 2020 r. powstać ma np. ponadregionalny program operacyjny, z którego fundusze czerpać będą mogły regiony spełniające określone kryteria rozwojowe. Naturalne jest, że takim programem zarządzać raczej będzie administracja centralna. Z kolei PO-KO jest skłonne zwiększyć rolę samorządów. Chce też powiązać ich wypłatę z zasadą praworządności. Gdyby Bruksela zablokowała wypłaty – uznając, że kraj nie dotrzymuje tej zasady – do czasu wyjaśnienia sprawy pieniądze beneficjentom miałby wypłacać budżet państwa. Wiosna Roberta Biedronia proponuje wręcz rewolucję – chce dać samorządom bezpośredni dostęp do środków europejskich, z pominięciem władz centralnych. 

]]

RODO a wszczęcie kontroli w firmie. Jakie prawa i obowiązki ma przedsiębiorca

May 18 2019
<![CDATA[

Ustawa o ochronie danych osobowych zawiera zamknięty katalog osób, które są uprawnione do wszczęcia kontroli przestrzegania przepisów o ochronie danych osobowych.

I tak wśród podmiotów właściwych do wszczęcia kontroli znajdują się:

a) pracownicy Urzędu Ochrony Danych Osobowych;b) w przypadku prowadzenia wspólnych operacji organów nadzorczych – członkowie lub pracownicy innego organu nadzorczego państwa członkowskiego Unii Europejskiej.

Pomimo tego, że w określonych sytuacjach inne osoby spoza katalogu wskazanego powyżej będą mogły wziąć udział w prowadzeniu kontroli, to jednak tylko te enumeratywnie wymienione podmioty mogą doprowadzić do skutecznego jej wszczęcia.

Więcej na ten temat przeczytasz i o innych zmianach przeczytasz w książce:

RODO Jak przygotować się do kontroli>>>

Kontrolę przeprowadza się po okazaniu imiennego upoważnienia wraz z legitymacją służbową, a w przypadku kontrolującego, po okazaniu imiennego upoważnienia wraz z dokumentem potwierdzającym tożsamość.

Imienne upoważnienie do przeprowadzenia kontroli powinno zawierać:

1) wskazanie podstawy prawnej przeprowadzenia kontroli;2) oznaczenie organu;3) imię i nazwisko, stanowisko służbowe kontrolującego oraz numer legitymacjisłużbowej, a w przypadku kontrolującego, imię i nazwisko oraz numer dokumentu potwierdzającego tożsamość;4) określenie zakresu przedmiotowego kontroli;5) oznaczenie kontrolowanego;6) wskazanie daty rozpoczęcia i przewidywanego terminu zakończenia czynnościkontrolnych;7) podpis Prezesa Urzędu;8) pouczenie kontrolowanego o jego prawach i obowiązkach;9) datę i miejsce jego wystawienia.

Aktualnie obowiązująca ustawa o ochronie danych osobowych z 10 maja 2018 r. w przeciwieństwie do swojego odpowiednika z 29 sierpnia 1997 r. nie zawiera upoważnienia do uregulowania w drodze rozporządzenia treści imiennego upoważnienia do przeprowadzenia kontroli.

Niezbędne przy kontroli jest pouczenie kontrolowanego o jego prawach i obowiązkach. Zgodnie z art. 15 ust. 1 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych, kierownik kontrolowanej jednostki organizacyjnej oraz kontrolowana osoba fizyczna będąca administratorem danych osobowych są obowiązani umożliwić inspektorowi przeprowadzenie kontroli, a w szczególności umożliwić przeprowadzenie czynności oraz spełnić żądania, o których mowa w art. 14 pkt 1–4 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych, polegające na:

– umożliwieniu wstępu inspektorom, w godzinach od 6.00 do 22.00, za okazaniem niniejszego imiennego upoważnienia i legitymacji służbowej, do pomieszczenia, w którym jest zlokalizowany zbiór danych, oraz pomieszczenia, w którym przetwarzane są dane poza zbiorem danych, i przeprowadzenia niezbędnych badań lub innych czynności kontrolnych w celu oceny zgodności przetwarzania danych z ustawą o ochronie danych osobowych,

– żądaniu złożenia pisemnych lub ustnych wyjaśnień oraz wzywania i przesłuchiwania osoby w zakresie niezbędnym do ustalenia stanu faktycznego,

– umożliwieniu wglądu do wszelkich dokumentów i wszelkich danych mających bezpośredni związek z przedmiotem kontroli oraz sporządzania ich kopii,

– przeprowadzaniu oględzin urządzeń, nośników oraz systemów in informatycznych służących do przetwarzania danych.

Z czynności kontrolnych inspektor sporządza protokół, którego jeden egzemplarz doręcza kontrolowanemu administratorowi danych. Protokół podpisują inspektor i kontrolowany administrator danych, który może wnieść do protokołu umotywowane zastrzeżenia i uwagi. W razie odmowy podpisania protokołu przez kontrolowanego administratora danych inspektor czyni o tym wzmiankę w protokole, a odmawiający podpisu może, w terminie 7 dni, przedstawić swoje stanowisko na piśmie Generalnemu Inspektorowi.

Czytaj też:

RODO 2019. Plusy i minusy zmian od 4 maja>>>

Poza upoważnieniem, osoby uprawnione do wszczęcia kontroli, obowiązane są przedstawić również:

- legitymację służbową – w przypadku pracownika Urzędu Ochrony Danych Osobowych;

- dokument potwierdzający tożsamość – w przypadku członka lub pracownika innego organu nadzorczego państwa członkowskiego Unii Europejskiej.

Z uwagi na to, że utrudnianie przeprowadzenia kontroli zagrożone jest odpowiedzialnością karną, należy podejmować tylko takie działania, które są uzasadnione okolicznościami. W przypadku dostrzeżenia braków w upoważnieniu czy legitymacji służbowej uniemożliwienie rozpoczęcia i przeprowadzenia kontroli przez osoby je przedstawiające jako niezawinione nie będzie się mieściło w dyspozycji art. 108 ustawy o ochronie danych osobowych i jako takie nie będzie karalne.

]]

Polska Agencja Kosmiczna na nowych zasadach. Sejm przyjął nowelizację ustawy modernizującej działania PAK

May 17 2019
<![CDATA[

Polska Agencja Kosmiczna w nowej odsłonie ma być eksperckim zapleczem dla instytucji państwowych związanych z polityką kosmiczną. Będzie im doradzała i służyła swoją specjalistyczną wiedzą. Ale nie tylko im. Z jej pomocy będą mogły też skorzystać podmioty prywatne, w tym firmy z branży.

"Zależało nam, by Agencja mogła udzielać wsparcia, zarówno finansowego jak i niefinansowego, szerokiemu gronu podmiotów i by było to jasno określone. Rozwiązanie to pozwoli na skuteczniejszą realizację programów, które są istotne dla dalszego rozwoju naszej gospodarki, w tym Krajowego Programu Kosmicznego" – zaznacza minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz.

"Polska branża kosmiczna liczy obecnie ok. 50 podmiotów, w większości z sektora MŚP, których działalność koncentruje się na obszarze technologii satelitarnych i kosmicznych. Dla kolejnych ponad 100, projekty z tego obszaru stanowią tylko fragment prowadzonej aktywności. Mamy fantastyczną bazę do dalszego podboju kosmosu" – mówi szefowa MPiT.

Wsparcie finansowe zostało przewidziane dla osób fizycznych nie prowadzących działalności gospodarczej, przedsiębiorców, stowarzyszeń, a także partnerów społecznych i gospodarczych (organizacji pracodawców, związkowych). Będzie ono udzielane na prace badawczo-rozwojowe, wspieranie innowacyjności, szkolenia, doradztwo, udział w targach, misjach gospodarczych oraz innych wydarzeniach (konferencjach, seminariach, warsztatach).

Agencja będzie wspierać promocję polskiej gospodarki i myśli naukowej na arenie międzynarodowej. Wsparcie obejmie także działalność informacyjną i promocyjną jak również projekty edukacyjne. Ponadto ustawa rozszerza zadania Agencji w zakresie obronności i bezpieczeństwa państwa o dwie nowe dziedziny: technologie rakietowe oraz analizę zagrożeń w przestrzeni kosmicznej.

Zmianie ulegnie jej organ nadzorujący. Po wejściu w życie nowych przepisów, PAK będzie podlegała ministrowi odpowiedzialnemu za kształtowanie polityki kosmicznej, czyli ministrowi przedsiębiorczości i technologii, a nie jak dotychczas, Prezesowi Rady Ministrów.

Zapewni to większą spójność systemową i operacyjną. Nadzór nad Agencją sprawować będzie minister koordynujący politykę kosmiczną w Polsce, odpowiedzialny za tworzenie i wdrażanie dokumentów programowych w tej dziedzinie, a także kształtowanie korzystnych warunków prowadzenia działalności gospodarczej w branży. Przyjęte rozwiązanie jest spójne z międzynarodowymi standardami. Europejskie agencje kosmiczne podlegają ministrom właściwym w sprawach polityki kosmicznej, którymi zazwyczaj są albo ministrowie gospodarki albo nauki.

Doświadczenie kilku lat funkcjonowania Polskiej Agencji Kosmicznej dało też impuls do szeregu zmian organizacyjnych. Przyjęte rozwiązania doprecyzowują takie kwestie jak m.in.:

- Warunki jakie powinni spełniać kandydaci na prezesa lub wiceprezesa Agencji. Położono większy nacisk na posiadanie doświadczenia w sektorze kosmicznym – w jego naukowej, przemysłowej lub administracyjnej części;

- Warunki zatrudnienia w Agencji na pozostałych stanowiskach.

- Kryteria odwołania prezesa lub wiceprezesa Agencji.

- Sposób zarządzania instytucją po odwołaniu jej prezesa.

- Terminy ogłaszania i przeprowadzania naboru na stanowisko prezesa Agencji.

- Zasady funkcjonowania Rady Agencji.

]]

Porozumienie USA z Kanadą i Meksykiem w sprawie ceł i stali z Chin

May 17 2019
<![CDATA[

Waszyngton ma znieść taryfy na kanadyjskie i meksykańskie metale w ciągu 48 godzin, a Kanada i Meksyk jednocześnie zniosą taryfy odwetowe. USA i Kanada zobowiązały się też zakończyć związane z tą sprawą postępowania przed Światową Organizacją Handlu (WTO).

Porozumienie pozwoli jednocześnie na ratyfikację zmodyfikowanej umowy NAFTA przez Kongres; jak dotąd przewodniczący senackiej komisji finansów, Republikanin Chuck Grassley powtarzał, że nie zaaprobuje nowych umów handlowych dopóty, dopóki prezydent Donald Trump nie zniesie taryf na stal i aluminium z Kanady i Meksyku. Kanada również sygnalizowała, że nie będzie się śpieszyć z ratyfikacją, jeśli cła będą w mocy.

W marcu 2018 roku Trump nałożył cła na ważnych partnerów handlowych USA, w tym Unię Europejską i Japonię oraz Chiny. Decyzja amerykańskiego prezydenta była krytykowana nawet przez jego partię, ponieważ oznaczała, że Waszyngton zmierza do wojny handlowej, którą przyszłoby mu toczyć jednocześnie na wielu frontach.

W czerwcu do listy krajów objętych nową polityką celną dopisano Kanadę i Meksyk. Cła zostały nałożone w oparciu o ustawę z 1962 roku, której zapisy dotyczą zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego USA. Jednocześnie prezydent Trump dawał do zrozumienia, że posunięcie ma wywrzeć presję na partnerów w trakcie renegocjacji NAFTY.

W ramach odwetu, w lipcu ub. Kanada nałożyła równoważne sankcje na amerykańską stal, aluminium i szereg innych produktów o wartości 16,6 mld dolarów kanadyjskich. Wzajemne cła pozostały mimo osiągnięcia porozumienia w sprawie nowego Północnoamerykańskiego Układu o Wolnym Handlu (NAFTA; North American Free Trade Agreement)w październiku 2018 roku.

Piątkowe porozumienie - jak pisze dziennik "The Hill" - zmniejszy naciski polityczne na Trumpa, by złagodził spory handlowe z sojusznikami na kontynencie amerykańskim i podjął z nimi współpracę, by w ten sposób zwiększyć presję na Chiny.

Jak wynika ze wspólnego komunikatu Kanady i USA, kraje te zgodziły się zablokować import stali i aluminium produkowanych przy wsparciu "niesprawiedliwych subsydiów i/lub sprzedawanych po cenach dumpingowych", a także wprowadzić środki mające przeciwdziałać przeładunkowi do partnera metali wyprodukowanych w krajach trzecich. Środki te będą przedmiotem konsultacji między oboma krajami.

Ponadto handel metalami między oboma krajami poddany będzie stałemu monitoringowi. Jeśli z czasem wolumen importu wzrośnie znacząco powyżej historycznych poziomów, co znajdzie przełożenie na udział w rynku, kraj-importer będzie mógł zażądać konsultacji z eksporterem i następnie nałożyć cła na konkretne wyroby ze stali czy aluminium będące przedmiotem zwyżki. Eksporter będzie mógł odwzajemnić się tylko w ramach tego samego sektora.

Jak podają media kanadyjskie, przełom w negocjacjach nastąpił, gdy Waszyngton odstąpił od żądania wprowadzenia kontyngentu na kanadyjską stal i aluminium, czemu mocno sprzeciwiała się Ottawa. W ciągu ostatniego tygodnia premier Justin Trudeau i prezydent USA Donald Trump odbyli trzy rozmowy telefoniczne – ostatnią jeszcze w piątek rano.

Produkcja stali i aluminium odgrywa dużą rolę w gospodarce kanadyjskiej. Według danych za 2017 rok sektor stalowy zatrudniał 23 tys. osób, a jego wkład do PKB kraju wyniósł 4,2 mld dolarów kanadyjskich. Przemysł aluminiowy to z kolei 10,5 tys. miejsc pracy i 4,7 mld dolarów kanadyjskich.

]]

Zimny powiew znad portu. Oto prosty sposób, by zmniejszyć rachunki za prąd [EUREKA DGP]

May 17 2019
<![CDATA[

Chłód kosztuje. Dlatego ci, którzy go potrzebują, są gotowi zrobić wiele, by zaoszczędzić na kosztach jego wytwarzania. Dotyczy to także portów, które wyposażone są w chłodnie oraz stanowiska dla kontenerów chłodniczych. Agregaty utrzymujące w tych drugich niskie temperatury, gdy w środku lata pracują na pełnych obrotach, zużywają od 3 kW do 6 kW energii elektrycznej (to mniej więcej tyle, ile wynosi moc płyty indukcyjnej – najbardziej prądożernego urządzenia w gospodarstwie domowym).

Profesor Sergiy Filin i dr hab. inż. Ludmiła Filina-Dawidowicz z Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie (ZUT) dostrzegli dość łatwy sposób na to, żeby zmniejszyć rachunki za prąd. – Kontenery stoją jeden przy drugim, lecz nie przylegają do siebie, bo pozostaje między nimi kilkucentymetrowa przerwa. W tej wolnej przestrzeni panuje taka temperatura, jak na zewnątrz, co powoduje, że agregaty chłodnicze są mocno obciążone. Jeśli uszczelnimy przestrzenie i odizolujemy od otoczenia, to poziom temperatury w nich spadnie do poziomu zbliżonego do panującego we wnętrzu kontenerów – tłumaczy prof. Filin.

Izolacja nie musi być wykonana z kosmicznych materiałów – może to być gąbka z kauczuku podobna do „makaronu”, za pomocą którego dzieci uczą się pływać na basenach. Przeprowadzone przez dr hab. Filinę-Dawidowicz symulacje na komputerze wykazały, że już takie rozwiązanie wystarczy, by rachunek za energię zmniejszyć od 15 proc. do 35 proc. Wystarczająco dużo, by na ten pomysł zwróciły uwagę władze DB Port Szczecin sp. z o.o., operatora terminalu kontenerowego w porcie szczecińskim, które zainteresowane wdrożeniem wynalazku podpisały z Wydziałem Techniki Morskiej i Transportu ZUT list intencyjny.

Rozwiązanie najbardziej się opłaca w przypadku, kiedy kontenery muszą spędzić na placu przynajmniej dwie lub trzy doby. Aby ciągle korzystać z nowego pomysłu, obsługa portu musiałaby zostać wyposażona w zestaw uszczelek o różnej szerokości, tak aby były dopasowane do rozmiarów szczeliny między kontenerami. Ta nigdy nie jest taka sama – czasami wynosi 4, czasami 6 lub 10 cm. Po rozlokowaniu kontenerów na placu składowym pracownicy portu po prostu sumiennie musieliby je uszczelnić.

Dlaczego kontenery stoją w porcie? – Z reguły czekają albo na załadunek na statek, albo na zabranie przez odbiorę. Porty dysponują specjalnymi stanowiskami dla kontenerów chłodniczych, które są wyposażone w przyłącza elektryczne, żeby aparatura chłodnicza mogła pracować – mówi prof. Filin. Dla przykładu szczeciński port ma takich stanowisk 157, a gdański DCT – 1072. Innym rozwiązaniem jest umieszczenie ładunku w chłodni, ale to też nie zawsze się opłaca.

Nawet pobieżne wyliczenia pokazują, że oszczędności mogą być znaczne. Uszczelniony kontener może oszczędzać – oczywiście w zależności od panującej na zewnątrz i wewnątrz temperatury – ok. 70 zł za okres pobytu. Założywszy, że stanowiska w porcie szczecińskim będą wykorzystane w jednej trzeciej przez okrągły rok, robi się z tego prawie pół miliona złotych. I chociaż w biznesie trzeba kalkulować na chłodno, to trudno nie ulec fali gorąca od tych wyliczeń. 

komentarz

Sztuczna inteligencja zrobi prognozę na ciepło z PGE

Henryk Baranowski, prezes PGE Polskiej Grupy Energetycznej

W Grupie Kapitałowej PGE zdajemy sobie sprawę, że postęp technologiczny dokonuje się w niespotykanym tempie. Inspiruje nas to do ciągłej adaptacji modeli świadczonych usług. Chcemy być firmą nowoczesną i szybko reagującą na zmiany otoczenia, dlatego stawiamy na sztuczną inteligencję (SI) jako jeden z kluczowych motorów napędowych polskiej energetyki.

Jedną ze spółek PGE, która coraz częściej korzysta z rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji, jest Energia Ciepła, która opracowała wykorzystanie metod SI do prognozowania zapotrzebowania na ciepło. Projekt polegał na skonstruowaniu narzędzia, które na podstawie prognozy pogody będzie w stanie przewidzieć zapotrzebowanie na ciepło dla Krakowa w perspektywie siedmiu dni. W 2018 r. do projektu włączona została spółka PGE Systemy, odpowiedzialna w Grupie PGE za rozwiązania IT, czego efektem jest nowy model prognozowania zapotrzebowania na ciepło, wykorzystujący najnowsze modele uczenia maszynowego. Dzięki temu prognozowanie będzie jeszcze dokładniejsze, a możliwość modyfikacji modelu do zmieniających się uwarunkowań pracy elektrociepłowni stanie się łatwiejsza i szybsza.

Ponadto w elektrociepłowni PGE w Toruniu został opracowany model oceny prawdopodobieństwa wystąpienia awarii sieci ciepłowniczej. Dzięki wykorzystaniu metody uczenia maszynowego, na podstawie parametrów technologicznych ciepłociągów, historii awarii oraz danych dotyczących warunków eksploatacji jest możliwe wskazanie odcinków, na których wystąpienie awarii jest najbardziej prawdopodobne.

Kolejną spółką z GK PGE, poszukującą rozwiązań z zakresu SI, jest PGE Ventures, nasz fundusz venture capital. W ramach swojej działalności zainwestowała w start-up Lerta, który za pomocą metod SI jest w stanie określić, ile energii miesięcznie zużywają w gospodarstwie domowym urządzenia określonego typu, a co za tym idzie oszacować, ile pieniędzy użytkownicy wydają na konkretne aktywności.

Na podstawie danych pomiarowych z licznika głównego przygotowywany jest przebieg czasowy zużycia energii elektrycznej, a następnie jest analizowany za pomocą sieci neuronowych. Każde domowe urządzenie, jak pralka czy zmywarka, ma charakterystyczny profil zużycia energii w czasie. Na podstawie zebranych danych przeprowadzone zostało uczenie sieci neuronowych do rozpoznawania tych profili w sumarycznym zużyciu z licznika głównego. Tak powstał zestaw sieci neuronowych wyspecjalizowanych do rozpoznawania konkretnych typów urządzeń. Następnie, w wyniku analizy zużycia energii w danym okresie, którym jest typowe działanie urządzenia, jak np. cykl prania, powstaje lista aktywacji urządzeń w tym okresie. W ramach aktywacji sieć neuronowa szacuje datę i ilość energii przeznaczoną do wykonania takiej aktywacji, a następnie jest w stanie określić ilość zużytej energii przez każde z urządzeń.

Przykładem zastosowania SI w GK PGE jest także projekt „Włącz się na przyszłość", realizowany przez spółki PGE Obrót i PGE Nowa Energia. W ramach programu docelowo powstanie produkt z zakresu smart energy, który w przyszłości pomoże klientom indywidualnym śledzić za pomocą smartfonów i tabletów m.in. zużycie energii elektrycznej w ich domach. Dzięki specjalnej aplikacji na smartfony i tablety można sprawdzić, które sprzęty zużywają jej najwięcej i zdalnie je wyłączyć lub włączyć. Obecnie prowadzony jest program pilotażowy, który pomoże stworzyć produkt, który PGE Obrót będzie mogła oferować klientom na szeroką skalę. 

Eureka! DGP

Dobiega końca szósta edycja konkursu „Eureka! DGP – odkrywamy polskie wynalazki”, do którego zaprosiliśmy polskie uczelnie, instytuty badawcze i jednostki naukowe PAN. Od 18 stycznia 2019 r.

w Magazynie DGP opisywaliśmy wynalazki nominowane przez naszą redakcję do nagrody głównej, wybrane spośród 54 prac nadesłanych przez uczelnie oraz instytuty.

Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi 22 maja podczas kongresu Impact'19 w Krakowie. Nagrodami są 30 tys. zł dla zespołu, który pracował nad zwycięskim wynalazkiem, ufundowane przez Mecenasa Polskiej Nauki – firmę Polpharma, oraz kampania promocyjna dla uczelni lub instytutu o wartości 50 tys. zł w mediach INFOR Biznes (wydawcy Dziennika Gazety Prawnej), ufundowana przez organizatora.

]]

Papierosy bez kodu będą nielegalne. Ale Track & Trace przemytu i tak nie zlikwiduje

May 17 2019
<![CDATA[

Już za trzy dni, od 20 maja, każda paczka papierosów czy tytoniu do palenia będzie musiała być zarejestrowana w unijnym systemie śledzenia wyrobów tytoniowych Track & Trace. Oznacza to wiele nowych obowiązków nie tylko dla producentów i importerów, lecz także dla hurtowników oraz sklepów, a nawet innych podmiotów, które uczestniczą w łańcuchu dystrybucji (a więc również dla firm transportowych czy kurierskich).

System wprowadzony ma być równolegle w całej UE, a zasady jego funkcjonowania wyznaczyła unijna dyrektywa (patrz ramka „Światowa walka z nielegalnym obrotem”). Z jednej strony niewątpliwie łatwiejsza stanie się walka z przemytem nielegalnych wyrobów tytoniowych, a handel legalnymi produktami trafi pod ścisły nadzór. Z drugiej strony jednak już dziś organizacje przedsiębiorców sygnalizują, że mogą pojawić się nowe zagrożenia: część podmiotów, zwłaszcza małych hurtowni i detalistów, którzy nie będą w stanie ponieść ciężaru nowych obowiązków, wypadnie z rynku. Na dodatek ceny wyrobów mogą wzrosnąć. W efekcie mimo szczytnych założeń, które stoją za zmianami, handel papierosami może wrócić do szarej strefy, z którą – jak wskazują przedsiębiorcy – trudno jest wygrać samymi kontrolami.

Co więcej, pojawi się zapewne problem z egzekucją przepisów. Resorty finansów i zdrowia, odpowiadając na pytania DGP, przerzucają się bowiem odpowiedzialnością za kontrole, a to kilka dni przed tytoniową rewolucją nie wróży dobrze. Okazuje się, że Ministerstwo Finansów uważa, iż podmiotem odpowiedzialnym za kontrolę wdrożenia nowego systemu (a więc i za nakładanie kar) jest resort zdrowia. Przepisy unijnej dyrektywy zostały bowiem wdrożone przez ustawę z 22 lutego 2019 r. o zmianie ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych (Dz.U. poz. 638), która weszła w życie 19 kwietnia 2019 r. „Resortem odpowiedzialnym za te przepisy jest Ministerstwo Zdrowia i to ono jest odpowiedzialne za kontrolowanie niewypełniania nowych obowiązków” – poinformowano nas MF w odpowiedzi na zadane pytania. Ministerstwo Zdrowia odpowiada natomiast, że „zgodnie z przepisami art. 10aa ust. 8 ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych organem właściwym w odniesieniu do nowych przepisów jest resort finansów”. Skoro na kilka dni przed wejściem systemu resorty przerzucają się odpowiedzialnością, to prawie pewne jest, że w praktyce przynajmniej przez pewien czas przepisy będą martwe.

TO TYLKO FRAGMENT TEKSTU. CAŁY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ W TYGODNIKU GAZETA PRAWNA >>>>

]]

Premier: Nie będzie żadnych nowych mechanizmów ws. testu przedsiębiorcy

May 16 2019
<![CDATA[

"Nie będzie niczego, co jest testem przedsiębiorcy, nie będzie żadnych nowych mechanizmów, żadnych nowych regulacji. Chciałbym to bardzo jednoznacznie przeciąć, zakończyć ten temat" - oświadczył szef rządu.

Jak mówił, były dyskusje na ten temat pomiędzy ministerstwami, ale ostatecznie zdecydował on, że nie będzie testu przedsiębiorcy.

Tzw. test przedsiębiorcy miałby umożliwić określenie, kto rzeczywiście jest przedsiębiorcą, a kto tylko korzysta z preferencyjnego opodatkowania. Został on uwzględniony w projekcie Aktualizacji Programu Konwergencji (APK). Z przyjętej pod koniec kwietnia przez rząd APK wykreślono jednak zapisy dotyczące "testu przedsiębiorcy".

Zamiast proponowanego pierwotnie testu, resort finansów zaproponował uszczelnienie kwalifikacji przychodów - zmiany miałyby być wypracowane wspólnie z Ministerstwem Przedsiębiorczości i Technologii (MPiT), Ministerstwem Inwestycji i Rozwoju (MIiR) i Radą Dialogu Społecznego.

Szefowa MPiT Jadwiga Emilewicz zapewniła w czwartek, że osoby, które w sposób uczciwy, legalny, zgodnie z prawem prowadzą działalność gospodarczą w Polsce, nie będą poddawane żadnym dodatkowym kontrolom, ani żadnym dodatkowym zobowiązaniom regulacyjnym.

]]