Informacje prasowe

GP/BIZNES

Kluby sportowe zapłacą milionowe kary za korupcję swoich zawodników

Mar 26 2019
<![CDATA[

Takie zmiany przewiduje rządowy projekt ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione pod groźbą kary, nad którym toczą się prace w Sejmie. Projekt zmienia reżim oraz zakres odpowiedzialności podmiotów zbiorowych. Mało który klub sportowy zdaje sobie sprawę, że projektowane przepisy dotyczyć będą także jego działalności. Jako podmiot zbiorowy odpowie karnie np. za korupcję swoich zawodników, a zasłanianie się niewiedzą nie będzie już żadnym usprawiedliwieniem. Na nic się zdadzą zapewnienia, że jego władze odcinają się od patologicznych zjawisk. Po wejściu w życie nowych przepisów będą ponosić odpowiedzialność represyjną nie tylko za formalnych reprezentantów, lecz także za współpracowników.

Kontrowersyjne przepisy

Mimo że ustawa o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione pod groźbą kary obowiązuje od 2002 r., a sama idea pociągnięcia organizacji do odpowiedzialności znana jest od dawna, to jeszcze nigdy kwestia ta nie budziła tak dużych emocji. A to przede wszystkim z powodu przewidzianego w projektowanych przepisach szerokiego zakresu odpowiedzialności podmiotów zbiorowych przy jednoczesnym niedoprecyzowaniu jej przesłanek, a także rozbudowanych obowiązków z zakresu compliance oraz surowych kar – w skrajnym przypadku 60 mln zł.

Motorem zmian, jak wskazują projektodawcy, jest przede wszystkim „znikoma efektywność” obecnie obowiązujących przepisów i bardzo mała liczba postępowań toczących się przeciwko podmiotom zbiorowym. W latach 2013‒2017 do sądów wpłynęło łącznie… 110 spraw, co pokazuje, że przepisy tej ustawy stosowane są niezwykle rzadko, a jeśli już do tego dojdzie – to wymierzane wobec podmiotów zbiorowych kary są symboliczne. Dodatkowym powodem rewolucji wskazanym w uzasadnieniu projektu jest konieczność wypełnienia zobowiązań międzynarodowych, które wymagają od Polski wdrożenia sprawnego systemu ścigania osób prawnych, co ma legitymizować nowo wprowadzany system.

Kluby objęte reżimem

Na wejście nowych przepisów muszą przygotowywać się spółki, fundacje, stowarzyszenia, w tym kluby sportowe, jednostki samorządu terytorialnego i ich związki, inne osoby prawne. Mówiąc wprost, nowa ustawa nie oszczędzi prawie nikogo. Na jej podstawie odpowiadać będą nie tylko uczestnicy profesjonalnego obrotu nastawieni przede wszystkim na zysk, lecz także ci, w przypadku których o konieczności podporządkowania się nowym przepisom przesądza ich forma prawna (nawet jeśli działalność gospodarczą prowadzą ubocznie).

Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że profesjonalne kluby sportowe oprócz działalności sportowej w obecnych realiach prowadzą działalność gospodarczą (wpływy z biletów, sklepy klubowe, zysk z transmisji meczów). Nowe przepisy co do zasady nie rozróżniają typów przedsiębiorców i nie klasyfikują ich np. według kryterium skali prowadzonej działalności – i małe, i duże podmioty muszą wykazać pełną gotowość do wdrożenia i przestrzegania nowego systemu. Także te, dla których celem istnienia od zawsze była przede wszystkim działalność na polu kultury fizycznej, skoncentrowana na osiągnięciu dobrego wyniku sportowego. Tym mniej sprofesjonalizowanym ‒ w znaczeniu organizacyjnym ‒ klubom sportowym, na pewno trudno będzie przystosować się do nowych warunków i wymogów stawianym uczestnikom obrotu gospodarczego.

Dlaczego system nie działa

Przyczyn nieskuteczności systemu jest kilka, jednakże decydujący wydaje się wymóg uzyskania prejudykatu w postaci uprzedniego prawomocnego skazania osoby fizycznej działającej w imieniu podmiotu zbiorowego. W praktyce po wieloletnim procesie np. prezesa zarządu spółki organy ścigania rzadko występowały o ukaranie podmiotu, w imieniu którego ten prezes działał, ponieważ wiązało się to z koniecznością wszczęcia kolejnego postępowania, kolejnym zaangażowaniem czasowym i osobowym, przy stosunkowo niskim zagrożeniu karą – najwyższa z wymierzonych kar pieniężnych wobec podmiotu zbiorowego sięgała 12 tys. zł. Po wejściu w życie nowej ustawy sytuacja będzie zgoła odmienna. Nie będzie wymogu prawomocnego skazania reprezentanta podmiotu zbiorowego, a postępowania względem osoby fizycznej i podmiotu zbiorowego będą mogły toczyć się równocześnie, mało tego, postępowanie będzie można prowadzić nawet wtedy, gdy sprawcy nie wykryto. Według projektodawców wina podmiotu zbiorowego może być oparta na koncepcji winy anonimowej, dlatego nie jest konieczne uprzednie osądzenie sprawcy czynu zabronionego.

Na nieefektywność obecnej ustawy ma wpływ także to, że nie zawiera ona przepisów dotyczących przekształceń podmiotowych dających furtkę do uchylenia się od odpowiedzialności. Karę pieniężną wymierza się wszak w proporcji do przychodu osiągniętego w roku obrotowym. Wobec braku istnienia podmiotu w „pierwotnym kształcie” i osiągniętego przezeń przychodu często brak jest możliwości nałożenia na podmiot kary pieniężnej.

Za kogo odpowie klub

Doniosłą zmianą w projekcie jest także to, że dotychczas podmiot zbiorowy ‒ upraszczając ‒ odpowiadał za działania osób fizycznych, działających w jego imieniu, najczęściej członków zarządu, osób upoważnionych do działania w interesie podmiotu na podstawie pełnomocnictwa czy upoważnienia oraz osób, które zostały dopuszczone do działania w wyniku przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków. Co oznaczało to w praktyce? Konieczność udowodnienia, że za dany czyn zabroniony odpowiadał konkretny „reprezentant” podmiotu zbiorowego. Przy złożonych transakcjach biznesowych czy w sytuacjach, gdy decyzje podejmowało grono ludzi, zwłaszcza w skomplikowanych strukturach organizacyjnych, bardzo trudno jest przypisać odpowiedzialności jednej osobie, co warunkuje odpowiedzialność podmiotu zbiorowego.

Klub sportowy na kanwie obowiązującej ustawy nie poniesie odpowiedzialności karnej za przestępstwo popełnione przez swoich piłkarzy – jak w przypadku GKS Bełchatów, gdzie prawomocnie skazano 11 piłkarzy klubu. Klub odciął się od działań piłkarzy, którzy przekazywali część premii na opłacanie arbitrów w zamian za ustawianie wyników meczów, i wskazał, że nikt z włodarzy ani działaczy klubu o zjawiskach korupcyjnych nie wiedział. Klub odpowiedzialność dyscyplinarną i tak poniósł, co stanowiło już znaczącą wtedy dolegliwość, jednakże zainteresowania organów ścigania nie wzbudził. Jeżeli projektowana ustawa wejdzie w życie, to sytuacja takiego podmiotu będzie zgoła odmienna.

Nowe prawo przewiduje, że podmiot zbiorowy, w tym klub sportowy, odpowie nie tylko za działania swoich formalnych reprezentantów, lecz także m.in. za osobę przez niego zatrudnioną, w związku ze świadczeniem pracy na jego rzecz, jeżeli czyn zabroniony powstał w związku z prowadzoną przez podmiot zbiorowy działalnością.

„Osoba zatrudniona”, o której mowa w przepisie, jest pojęciem pojemniejszym od pracownika, dlatego w katalogu tych osób znajdują się osoby współpracujące z podmiotem zbiorowym na podstawie stosunków cywilnoprawnych (w tym business-to-business). Klub sportowy odpowie więc nie tylko za działania przedstawicieli, lecz także za czyny zabronione pracowników, współpracowników, w tym zawodników, trenerów, działaczy. Przestępstwo związane z ustawianiem meczów w oczywisty sposób wiąże się z prowadzoną przez klub działalnością sportową. Dlatego odpowiedzialność klubu po wejściu w życie ustawy będzie nieuchronna, chyba że klub sportowy będzie w stanie wykazać, że do wyczerpania znamion czynu doszło, ale nie wskutek braku należytej staranności w wyborze oraz „nieprawidłowości w organizacji, która ułatwiła lub umożliwiła popełnienie czynu zabronionego”. Poprzez tę nieprawidłowość należy rozumieć brak systemu zarządzania zgodnością oraz mechanizmów wewnątrz organizacji, które zapewniałyby zgodność działalności organizacji z prawem i etyką.

Ustawa bezpośrednio lub pośrednio obliguje przedsiębiorców, w tym kluby sportowe, przynajmniej do:

wdrożenia polityki przeciwdziałania nadużyciom; wdrożenia polityki whistleblowingu oraz uregulowania trybu prowadzenia postępowań wyjaśniających; stworzenia jednostki odpowiedzialnej za compliance; stworzenia struktury organizacyjnej i podziału zadań w organizacji. Szerszy katalog

Nie bez znaczenia dla klubów sportowych jest także to, że poszerzono katalog czynów, za które odpowiadać może podmiot zbiorowy. Do tej pory organizacje mogły ponosić odpowiedzialność za wymienione w ustawie przestępstwa, przede wszystkim korupcyjne oraz skarbowe. Po zmianach podmiot zbiorowy odpowie za wszystkie przestępstwa z pominięciem tych ściganych w trybie prywatnoskargowym oraz wykroczeń. Oznacza to, że podmiot zbiorowy, w tym klub sportowy, odpowie nie tylko za od razu przychodzące na myśl przestępstwa korupcyjne, lecz także za wszystkie inne czyny, choćby te związane z przestrzeganiem zasad BHP w klubie.

Sankcje

Jest się czego bać, projekt przewiduje bardzo surowe kary i środki karne za naruszenie przepisów ustawy. Możliwe jest orzeczenie kary pieniężnej w wysokości od 30 tys. zł do 30 mln zł oraz kary rozwiązania podmiotu zbiorowego. Stanowi to istotną zmianę, obecnie sąd jest uprawniony do orzeczenia wobec podmiotu zbiorowego kary w wysokości od 1 tys. zł do 5 mln zł, nie wyższej jednak niż 3 proc. przychodu osiągniętego w roku obrotowym, w którym popełniono czyn zabroniony. Oprócz tego wobec klubu sportowego orzec można m.in. przepadek mienia, korzyści majątkowych, zakaz promocji lub reklamy czy nawiązkę.

Wróćmy do powołanego przykładu ustawiania wyników sportowych, z którym to czynem w sporcie mieliśmy wielokrotnie do czynienia. Na potrzeby omówienia nowej regulacji urozmaićmy stan faktyczny, wskazując, że władze klubu sportowego „X”, w którym piłkarze dopuszczali się ustawiania meczów sportowych, otrzymali zawiadomienie o takim stanie rzeczy i nie podjęli czynności wyjaśniających. Gdyby następnie organy ścigania wszczęły postępowanie, to taki klub sportowy w świetle projektowanej regulacji mógłby ponieść odpowiedzialność, a granica ustawowego zagrożenia karą pieniężną sięgnęłaby dwukrotności kary maksymalnej, tj. do 60 mln zł. W tym kontekście wdrożenie regulacji compliance, przynajmniej w podstawowym zakresie dotyczącym wdrożenia wymienionych powyżej polityk, jest niewątpliwie konieczne.

(Nie)poprawna legislacja

Projekt opisywanej ustawy zakłada, że do czynów popełnionych przed dniem jej wejścia w życie stosuje się nowe przepisy ‒ o ile podmiot zbiorowy za dany czyn mógł już odpowiadać na podstawie ustawy uchylanej (katalog jest wprost wymieniony w ustawie z 2002 r.). Czy to oznacza, że klub sportowy odpowie za korupcję, do której dochodziło w przeszłości? Na szczęście (i to szczęście nie klubów sportowych, ale elementarnej pewności prawa i bezpieczeństwa systemu prawnego) odpowiedź jest negatywna. Nową ustawę do czynów popełnionych w przeszłości stosuje się tylko wtedy, gdy ustawa uchylana nie jest dla sprawcy korzystniejsza, co wynika wprost z projektowanych przepisów przejściowych (art. 72). Oczywiste jest, że stary, mało dolegliwy i jeszcze mniej skuteczny reżim odpowiedzialności, zawsze będzie korzystniejszy dla pociągniętych do odpowiedzialności, co zdaje się przesądzać, że ewentualne postępowania przeciwko podmiotom będą się toczyły na starych zasadach. Będzie jednak wyjątek ‒ nastąpi rezygnacja z wymogu uzyskania prejudykatu względem osoby fizycznej. Oznacza to, że postępowania przeciwko osobie fizycznej i podmiotowi zbiorowemu będą mogły toczyć się w tym samym czasie.

Wejście w życie nowej ustawy będzie wyzwaniem nie tylko dla klubów sportowych, lecz także dla wszystkich uczestników obrotu. Co nowa ustawa zmieni w sporcie? Miejmy nadzieję, że przyczyni się do jego większej profesjonalizacji. Nowe wymogi z zakresu compliance ocenić należy pozytywnie i mieć nadzieję, że wraz z systemami licencyjnymi przyczynią się do stworzenia zrębów integralnego systemu zarządzania zgodnością. Nowe zasady odpowiedzialności represyjnej klubów sportowych budzą jednak istotne wątpliwości co do zakresu i przesłanek tej odpowiedzialności, a surowość projektowanych kar i środków karnych istotnie zwiększa ryzyko prowadzonej działalności.

WAŻNE Niezależnie, czy klub sportowy działa w formie spółki kapitałowej, czy stowarzyszenia już dziś musi się przygotować do nowego, surowszego reżimu odpowiedzialności karnej oraz zacząć planować wdrożenie compliance. Nowe prawo będzie miało zastosowanie także do jego działalności.

]]

Koniec z bezpodstawnym utajnianiem ofert

Mar 26 2019
<![CDATA[

Przyglądając się ofertom składanym w publicznych przetargach, można dojść do wniosku, że w zasadzie wszystko może stanowić tajemnicę przedsiębiorstwa. Nie chodzi o nawet najszerzej rozumiane know-how, ale o takie informacje, jak termin realizacji zamówienia czy wykaz maszyn, które zostaną wykorzystane do jego realizacji. I to nawet wtedy, gdy są one narzucone przez zamawiającego.

Ostatnio wielką popularnością cieszy się utajnianie tożsamości i doświadczenia osób, które mają nadzorować wykonanie inwestycji.

– Powód jest prosty. W związku z obowiązkiem stosowania pozacenowych kryteriów coraz częściej ocenie podlega właśnie doświadczenie specjalistów, którzy będą pracować przy zamówieniu. Wiele firm wolałoby uniknąć weryfikacji tego doświadczenia przez konkurencję. Dlatego powszechne jest utajnianie tych wykazów, jako tajemnicy przedsiębiorstwa – mówi Artur Wawryło prowadzący Kancelarię Zamówień Publicznych.

Opublikowane właśnie wyniki kontroli przeprowadzonych przez Urząd Zamówień Publicznych pokazują, że – poza wyjątkowymi sytuacjami – dane i doświadczenie osób mających realizować zamówienia powinny pozostać jawne. Szczególnie w sytuacji, gdy i tak zostaną ujawnione na etapie wykonania umowy, choćby dlatego że będzie je trzeba wpisać do dziennika budowy.

Potrzebne dowody

Pierwsza z kontroli (sygn. KU/31/18/DKZP) dotyczyła przetargu na budowę kanalizacji w Warszawie. Jeden z wykonawców zastrzegł jako tajemnicę przedsiębiorstwa m.in. dane i doświadczenie projektanta branży sanitarnej czy kierownika budowy. Jego zdaniem wykaz osób, które będą realizować zamówienie, spełnia wszystkie przesłanki z art. 11 ust. 4 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 419 ze zm.). Ma bowiem rzeczowy charakter, stanowi ważną informację organizacyjną i podjęto wobec niej niezbędne działania zmierzające do zachowania poufności. Jak przekonywała firma, ich ujawnienie mogłoby zaszkodzić jej interesom, naruszyć relacje na konkurencyjnym rynku i ujawnić stosowaną strategię gospodarczą.

„Może także prowadzić do uzyskania przez przyszłych potencjalnych kontrahentów wykonawcy wiedzy, która może być wykorzystana do podejmowania prób współpracy niezgodnych z zasadami wykonawcy, a które w przypadku ich powodzenia mogłoby skutkować trudnymi do wyobrażenia konsekwencjami finansowymi” – napisał przedsiębiorca w uzasadnieniu utajnienia.

Zamawiający uwzględnił te argumenty i objął wykaz osób tajemnicą przedsiębiorstwa. Kontrolerzy UZP uznali, że nie miał do tego prawa. W uzasadnieniu wyników kontroli podkreślono, że firma musi udowodnić spełnianie przesłanek wskazanych w tajemnicy przedsiębiorstwa. W tej sprawie tego nie wykazała.

„Wykonawca przedstawił jedynie ogólne uzasadnienie zastrzeżenia tajemnicy przedsiębiorstwa, bez wykazania stosownych dowodów, że zastrzegane informacje mają wartość gospodarczą lub techniczną czy organizacyjną” – podkreślono w wynikach kontroli.

Urząd odwołał się do wcześniejszego orzecznictwa Krajowej Izby Odwoławczej. W analogicznym stanie faktycznym zwracała ona już uwagę, że wszelkie odstępstwa od zasady jawności muszą być uzasadnione i udowodnione (wyrok KIO z 18 stycznia 2018 r., sygn. akt KIO 55/18). Co więcej, jeśli dane informacje i tak wyjdą na światło dzienne na etapie realizacji inwestycji, to nie można ich utajniać podczas przetargu. Przepisy budowlane przewidują jawność nazwisk autorów projektów budowlanych, a dane kierownika budowy wskazuje się na tablicach.

Koniec patologii

Bardzo zbliżona sytuacja zaszła w przetargu na budowę linii kolejowych. Tu wykonawca utajnił nazwy podmiotów trzecich, na których zasobach polegał. Zamawiający uwzględnił to zastrzeżenie wcześniej, prosząc o potwierdzenie biegłego, że utajnione informacje rzeczywiście stanowią tajemnicę przedsiębiorstwa.

Zdaniem UZP przedstawiona ekspertyza nie potwierdzała spełnienia przesłanek do utajnienia danych podmiotów trzecich.

„Możliwość zastrzeżenia niektórych, załączonych do oferty informacji jako tajemnicy przedsiębiorstwa jako wyjątek od zasady jawności postępowania musi być interpretowane w sposób ścisły. W przypadku zastrzeżonej części oferty uzasadnienie zastrzeżenia było zbyt ogólne i niepoparte żadnymi dowodami” – podkreślono w wynikach kontroli (sygn. KU/73/18/DKZP).

Na obowiązek przedstawienia jednoznacznych dowodów potwierdzających spełnienie przesłanek wymaganych do uznania definicji przedsiębiorstwa zwróciła też uwagę KIO w wyroku dotyczącym głośnego przetargu na dostawę tramwajów dla Warszawy. Zamawiający odtajnił w nim informacje, których poufność próbowała zastrzec bydgoska PESA. Skład orzekający uznał tę decyzję za słuszną. Podkreślił, że nie można za tajemnicę przedsiębiorstwa uznać czegoś, co i tak stanie się jawne na etapie zawarcia umowy.

„Tajemnica przedsiębiorstwa jest wartością, która chroniona jest przez przedsiębiorcę cały czas, a nie tylko na etapie od dnia złożenia oferty do jej wyboru czy podpisania umowy (…) Informacje dotyczące parametrów ocenianych przez zamawiającego w kryteriach oceny ofert, jak: długość płaskiej podłogi, odległość dolnej krawędzi otworu drzwi dwustrumieniowych od osi wzdłużnej tramwaju, nachylenie podłogi w obszarze wózków skrętnych, odległość pomiędzy pierwszymi drzwiami a czołem tramwaju czy poziom hałasu są parametrami, które wykonawca konkurencyjny może z łatwością wyliczyć, stosując opisane przez zamawiającego wzorem matematycznym kryteria oceny ofert” – podkreślono w uzasadnieniu wyroku z 13 lutego 2019 r., sygn. akt KIO 185/19.

Zarówno kontrole UZP, jak i orzecznictwo KIO potwierdzają bardziej rygorystyczne podejście do tajemnicy przedsiębiorstwa. Cieszy to ekspertów.

– Mieliśmy do czynienia z patologią, bo jak inaczej nazwać utajnianie praktycznie całej oferty oraz nawet samego uzasadnienia objęcia tajemnicą przedsiębiorstwa oświadczeń i dokumentów. Dlatego cieszy obecne podejście traktujące tajemnicę przedsiębiorstwa jako ścisły wyjątek – ocenia Dariusz Ziembiński, radca prawny z Kancelarii Ziembiński i Partnerzy.

– Cały problem z tajemnicą przedsiębiorstwa polega na tym, że zazwyczaj nie chodzi o zachowanie poufności informacji, które rzeczywiście powinny być chronione. Chodzi przede wszystkim o to, by utrudnić konkurencji skontrolowanie poprawności oferty. Nabiera to szczególnego znaczenia także w kontekście częstego podawania nieprawdziwych informacji – dodaje ekspert.

]]

Czerwińska: Deficyt budżetowy w kolejnych kwartałach będzie wzrastał

Mar 25 2019
<![CDATA[

"W bieżącym roku spodziewamy się stosunkowo wysokiego wzrostu gospodarczego, ale widzimy już w danych po lutym, że nie należy oczekiwać nadwyżek w kolejnych kwartałach" - powiedziała Czerwińska.

"Wszystko wskazuje na to, że będzie on (deficyt budżetowy - PAP) wzrastał w kolejnych miesiącach" - dodała.

Po lutym w budżecie pojawił się deficyt na poziomie 0,8 mld zł.

Czerwińska dodała, że z uzyskanych do tej pory danych wynika, że deficyt sektora gg w 2018 r. wyniósł "nie więcej niż 0,5 proc. PKB".

Minister powiedziała, że chciałaby zrobić wszystko, by deficyt sektora gg nie przekroczył 3 proc. PKB.

"Chciałabym zrobić wszystko, abyśmy nie przekroczyli tych 3 proc. Reguły fiskalne dają bardzo dużą możliwość, by zastosować pakiet luzowania ilościowego - myślę o stabilizującej regule wydatkowej i o 3-proc. deficycie. To jest wystarczające do tego, by pobudzać koniunkturę w okresie spowolnienia" - powiedziała.

"Pewien pakiet luzowania ilościowego został przedstawiony. (...) Bardzo się cieszę, że znalazły się w nim takie pozycje, o które bardzo mocno zabiegałam, czyli redukcja klina podatkowego. Na tym mi szczególnie zależało, ponieważ to są rozwiązania, które w długim terminie pobudzą gospodarkę (...) Szukamy możliwości sfinansowania i to polega na tym, że przeglądamy stronę wydatkową i dochodową" - dodała.

Wskazała, że w przypadku strony wydatkowej każdy minister musi być w swoim resorcie takim mini-ministrem finansów, który znajdzie elastyczność wydatkową, zwłaszcza że propozycje wchodzą w połowie roku.

"A jeżeli chodzi o stronę dochodową, to bardzo mocno pracujemy nad tym, by przedstawić możliwości zwiększenia budżetu państwa - chociażby podatek cyfrowy" - powiedziała.

]]

Brexit do 2018 r. zmniejszył polski eksport o 3,2 mld euro

Mar 25 2019
<![CDATA[

"Z twardych danych wynika, że polski eksport do Wielkiej Brytanii wzrósł narastająco w latach 2016-18 o 0,9 mld euro, ale szacujemy, że mógłby wzrosnąć o 3,2 mld euro więcej, gdyby nie decyzja o Brexicie. Rzeczywiście, wyższy kurs funta szterlinga sprzyjałby większemu importowi, a gospodarka brytyjska rosłaby (w większym tempie) dzięki zarówno ciągłemu napływowi inwestycji zagranicznych, jak i większym inwestycjom krajowym" - oceniła starszy ekonomista ds. Europy w dziale badań ekonomicznych Euler Hermes Ana Boata, cytowana w komunikacie.

Zamiast tego, w efekcie referendum o Brexicie i m.in. wspomnianego osłabienia siły nabywczej funta, spadku napływu inwestycji zagranicznych, wzrostu niewypłacalności firm brytyjskich i innych związanych z tym czynników tempo wzrostu wymiany handlowej Polski z Wielką Brytanią spowolniło, tak że Czechy w 2018 r. prześcignęły Wlk. Brytanię, zajmując przynależące jej dotychczas miejsce rynku nr 2 w statystyce polskiego eksportu, podano również.

Trudno wskazać jeden sektor polskiej gospodarki, który stracił najwięcej potencjalnych szans eksportowych w pierwszych latach po referendum o Brexicie. Brytyjski rynek był zawsze istotny dla naszych firm - znajdował się na drugim miejscu w rankingu polskiego eksportu, stąd struktura branżowa tej sprzedaży była (i nadal jest) bardzo rozbudowana i różnorodna. Analogiczna jest więc struktura utraconych szans eksportowych - w niemal proporcjonalnie wysokim stopniu o utraconym potencjale eksportu z Polski do Wielkiej Brytanii w latach 2016-2018 mogą mówić przedstawiciele sektora spożywczego, AGD, a następnie także wyrobów motoryzacyjnych, mebli, przemysłu chemicznego, wytwórcy maszyn i części, AGD oraz pozostałych zsumowanych branż, wskazano.

"Szkoda jest straconego potencjału wzrostu polskich eksporterów zwłaszcza w przemyśle spożywczym, który musiał borykać się w tym czasie m.in. z utrzymującym się embargiem w sprzedaży do naszego wschodniego sąsiada, co w jeszcze większym stopniu (niż faktycznie miało to miejsce) mógł zrekompensować właśnie rynek brytyjski. I na koniec warto wspomnieć także o polskim sektorze transportowym, obsługującym nie tylko polskich eksporterów, ale generalnie dużą część frachtu drogowego z kontynentu na Wyspy (szacuje się, że nawet 25% tych przewozów) - z tego powodu to oni mogą być wymieniani jako ci, którzy pomimo zbudowania tak dużej skali swoich operacji jednocześnie byli wśród tych sektorów, które straciły najwięcej szans dalszego rozwoju w związku z niepewnością związaną z Brexitem i jej wspomnianymi następstwami.

Eksporterzy z Polski powinni na bieżąco monitorować generalnie pogarszającą się kondycję wielu spośród brytyjskich firm, o czym świadczy znaczny wzrost liczby niewypłacalności brytyjskich firm (w ubiegłym roku ich liczba wzrosła o +10% r/r, do poziomu ponad 20 tys. przedsiębiorstw). Zabezpieczanie transakcji eksportowych zawsze było istotne ze względu na większe niż w transakcjach krajowych prawdopodobieństwo braku płatności, a teraz jest to jeszcze bardziej aktualne niż kiedykolwiek wcześniej" - powiedział członek zarządu Euler Hermes odpowiedzialny za ocenę ryzyka Tomasz Starus, cytowany w komunikacie.

Przedłużająca się wysoka niepewność dotycząca Brexitu znacznie zmniejszyła odporność na zawirowania brytyjskiej gospodarki. Deprecjacja funta szterlinga zwiększyła koszty importu i spowodowała spadek marż przedsiębiorstw. Inwestycje utrzymują się o prawie 2% poniżej poziomu sprzed referendum, podczas gdy wzrost wydatków konsumpcyjnych, choć bardziej odporny niż inne czynniki makroekonomiczne, osiągnął najniższy poziom od 2012 r. Słabość popytu krajowego, ale także zewnętrznego spowodowała silne spowolnienie wzrostu obrotów w brytyjskim sektorze produkcyjnym (poniżej 2% r/r), bardziej odporne okazały się usługi (około 8% r/r). W związku z tym wzrost PKB w drugiej połowie 2018 r. wynikał głównie z tworzenia rezerw, zapasów awaryjnych, co powinno utrzymać się w I kw. 2019 r. i zaowocuje tempem rozwoju na niskim poziomie + 0,2% kw/kw. Ogólnie oczekuje się, że roczny wzrost PKB w 2019 r. osiągnie 1,2%, wskazano także.

"Dotychczasowy brak poparcia parlamentarnego dla obecnej umowy Brexit zwiększył prawdopodobieństwo 'braku porozumienia' (prawdopodobieństwo 25%) i spowodował większą niepewność. Szacuje się, że koszty takiej niepewności powodują coroczny spadek PKB o 0,3 pkt proc. i powinny nadal mieć znaczenie w 2020 r., ponieważ negocjacje w sprawie przyszłej umowy o wolnym handlu będą prawdopodobnie trudne. Oczekujemy spowolnienia wzrostu PKB do +1% w 2020 roku" - czytamy dalej.

Analitycy Euler Hermes oczekują, że liczba niewypłacalności brytyjskich przedsiębiorstw wzrośnie o kolejne + 9% w 2019 r. (po + 10% w 2018 r.), nawet w przypadku porozumienia w sprawie warunków separacji i ram dla przyszłych stosunków UK/UE. Poziom ten uległby pogorszeniu do + 20% w przypadku Brexitu bez umowy, który również spowodowałby recesję gospodarki brytyjskiej (PKB spadłby o -1%), podsumowano.

Euler Hermes działa na rynku ubezpieczeń należności handlowych oraz gwarancji ubezpieczeniowych i windykacji należności.

]]

Przyszłość OFE pod dużym znakiem zapytania. Podział aktywów sfinansuje piątkę Kaczyńskiego?

Mar 25 2019
<![CDATA[

Sprawa zmian w otwartych funduszach emerytalnych nieoczekiwanie wróciła za sprawą Pawła Borysa, prezesa Polskiego Funduszu Rozwoju i prawej ręki premiera w sprawach gospodarczych. W ubiegłym tygodniu podczas spotkania z inwestorami w Londynie Borys wskazał, że dobrze byłoby los funduszy emerytalnych rozstrzygnąć jeszcze przed 1 lipca tego roku, czyli przed wejściem w życie ustawy o pracowniczych planach kapitałowych.

Propozycję podziału pieniędzy z OFE po raz pierwszy zaprezentowano ponad dwa lata temu. Wtedy mowa była o tym, że 25 proc. aktywów trafi do zarządzanego przez ZUS Funduszu Rezerwy Demograficznej, a reszta na indywidualne konta emerytalne. Wszystko wskazuje, że FRD dostanie mniej niż jedną czwartą oszczędności emerytalnych.

– Warianty mogą być różne, ale najważniejsza jest dzisiaj przewidywalność i konsensus co do tego, co dalej z OFE. Jestem przekonany, że ten podział, w którym zdecydowana większość środków trafia na indywidualne konta, a jakaś część do FRD, to dobry pomysł. Oczywiście nie chodzi o to, żeby w funduszu znalazły się nagle akcje polskich spółek, powinny tam trafić inne aktywa, jak np. gotówka czy obligacje – mówił w ubiegłotygodniowym wywiadzie dla DGP Borys.

Nawet jeśli OFE przekażą Funduszowi Rezerwy Demograficznej mniej niż 25 proc. swoich aktywów (dziś akcje spółek notowanych giełdzie, których FRD raczej nie dostanie, to prawie 79 proc.), to i tak państwowa instytucja zostanie zasilona prawie 35 mld zł. Jeśli do tego dojdzie, aktywa FRD prawie by się podwoiły. Już teraz liczą one 42 mld zł dzięki uznaniu pieniędzy z wykupu obligacji drogowych przez Krajowy Fundusz Drogowy (FRD przejął je już wcześniej od OFE) oraz samych obligacji. Tylko dzięki tej operacji aktywa wzrosły o 9,5 mld zł w gotówce i 3,2 mld zł w obligacjach drogowych.

Teoretycznie wzmocnienie FRD gotówką OFE nie jest złą informacją. Pieniądze i tak zostałyby w systemie emerytalnym i jeśli zostałyby wykorzystane zgodnie z celami, jakim ma służyć FRD, zmiana nie budziłaby większych kontrowersji. Rezerwę stworzono z myślą o czasie, gdy gospodarka i finanse publiczne będą się mierzyć ze strukturalnym niedopasowaniem w postaci spadającej liczby osób pracujących i odprowadzających składki oraz równocześnie rosnącej grupy pobierających emerytury. FRD w takiej sytuacji będzie zapleczem finansowym Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, który wypłaca bieżące świadczenia.

Ale nie ma wcale pewności, że środki z FRD nie zostaną wykorzystane wcześniej. W latach 2010–2014 rząd PO-PSL przeniósł łącznie ponad 19 mld zł z rezerwy do FUS. To było wyjście awaryjne wobec bardzo słabych wpływów ze składek emerytalnych. W obliczu nowych wyzwań związanych z finansowaniem tzw. piątki Kaczyńskiego ten manewr może się powtórzyć.

Oficjalnie nikt z rządu nie chce o tym mówić, a prace nad zmianami w OFE się nie toczą. Ale faktem jest, że konieczność wydania ok. 40 mld zł ponad dopuszczalny poziom zmusi rząd do niestandardowych działań. Co mógłby osiągnąć, majstrując przy funduszach? Wszystko zależy od tego, jak zostanie zaklasyfikowane przejęcie przez FRD części pieniędzy z funduszy emerytalnych, które z punktu widzenia unijnego prawa nie są traktowane jako część finansów publicznych. Jeśli będzie to potraktowane jako dochód państwowego FRD, a więc nowy dochód sektora finansów publicznych, wówczas 35 mld zł ekstra sprawiłoby, że limit wydatków w całym sektorze mógłby wzrosnąć o taką samą kwotę. Stąd już tylko niewielki krok do tego, by sfinansować piątkę Kaczyńskiego.

Drugi wariant, w którym pieniądze z OFE nie są dochodem, a tylko powiększają aktywa FRD, jest dla rządu mniej korzystny. Ale i w tym przypadku nie jest on zupełnie na straconej pozycji. Finansowanie wypłat emerytur z tych środków oznacza, że można zmniejszyć dotację budżetową. A jeśli tak, to Ministerstwo Finansów nie musi szukać finansowania na rynku, czyli może sprzedać mniej obligacji. Ograniczenie podaży długu pomogłoby resortowi utrzymać wysokie ceny obligacji.

– Obecnie trwają prace nad przygotowaniem aktów wykonawczych do PPK i wdrożeniem systemu. Po zakończeniu tych prac będą podjęte decyzje co do zmian w zakresie OFE – poinformowało nas biuro prasowe MF.

]]

Wiosna daje 1600 zł emerytury, PO – po 1000 zł nauczycielom. Czy PiS zostanie przelicytowany?

Mar 25 2019
<![CDATA[

W sobotę na dobre ruszyła kampania. Swoje konwencje miały PiS, Wiosna Roberta Biedronia i Platforma Obywatelska, która zatwierdzała listy wyborcze. Wszyscy licytują wysoko. Na razie nikt nie zaprząta sobie głowy odpowiedzią na pytanie, skąd wziąć na to wszystko pieniądze.

Wiele wskazuje, że rywalizujące o władzę ugrupowania liczą na utrzymanie dobrej koniunktury w 2020 r. I na to, że wzrost deficytu załatwi sprawę zmieszczenia zapowiedzi w planie wydatkowym. Taki sposób myślenia zaprezentował podczas jednego z weekendowych wystąpień premier Mateusz Morawiecki. – Zdecydowaliśmy się na zwiększenie deficytu budżetowego do 2, może nawet 3 proc. PKB. Będziemy się starali, żeby było poniżej 3 proc., bo takie są reguły Unii Europejskiej, a my jesteśmy dobrym krajem członkowskim i z tym sercem na dłoni daliśmy wszystko, co na ten moment jest możliwe. Przez programy uszczelnienia podatków, wygrane bitwy w Ministerstwie Finansów z mafiami VAT-owskimi, przestępcami podatkowymi – mówił w sobotę w Strzelinie szef rządu.

Przekaz PiS jest prosty – w 2015 r. opozycja i eksperci mówili, że na program 500 plus czy obniżenie wieku emerytalnego nie będzie pieniędzy, a Polska idzie scenariuszem greckim do bankructwa. PiS liczy, że realizacja „piątki” pozwoli podtrzymać koniunkturę i napędzi dochody budżetowe. – My nasze programy potrafimy realizować. Ta nowa piątka choć też jest bardzo trudna, to jest możliwa do zrealizowania. Ale tylko przez sprawny rząd, który będzie miał mocną wolę, żeby go zrealizować i nie naruszyć finansów publicznych – mówił Jarosław Kaczyński w sobotę w Wieluniu. Problem jest taki, że chociaż w uszczelnieniu VAT czy podatku dochodowego od firm jest jeszcze przestrzeń do wyciśnięcia kilku miliardów złotych, to będzie to proces znacznie trudniejszy niż w ostatnich trzech latach i raczej nie pozwoli na znalezienie ponad 30 mld zł. A właśnie na taki koszt netto piątki Kaczyńskiego w przyszłym roku wskazują eksperci.

Bez podwyżki podatków czy wprowadzenia nowych danin wyjściem jest jedynie wzrost deficytu bud żetowego, i to w okresie wciąż szybkiego wzrostu PKB (analitycy są zgodni, że w 2020 r. może wciąż liczyć na dynamikę wzrostu powyżej 3 proc.). Schody zaczną się przy głębszym spowolnieniu, ale ono może przyjść z opóźnieniem.

To, że rząd ma niekomfortową sytuację, wynika także z istnienia w ustawie o finansach publicznych reguły wydatkowej, która nie pozwala – gdy jest dobra koniunktura, jak to ma miejsce dzisiaj – na zbyt szybki wzrost wydatków z kasy państwa. Ustawę można zmienić w ekspresowym tempie, ale zostanie to zapewne źle odebrane przez inwestorów, którzy pożyczają Polsce pieniądze na finansowanie deficytu, czy agencje ratingowe, które w regule widzą kotwicę dla finansów i źródło obniżania zadłużenia.

Te same problemy, które wiążą dzisiaj ręce rządzącym, będą ograniczeniem dla każdej ekipy po wyborach. Tymczasem opozycja licytuje co najmniej tak wysoko, jak PiS. W sobotę lider Koalicji Europejskiej Grzegorz Schetyna uspokajał, że jeśli opozycja dojdzie do władzy, nie odbierze tego, co przyznał w czasach swoich rządów PiS. Stara się w ten sposób zneutralizować kampanijną linię PiS, który straszy wyborców, że zmiana na szczytach władzy będzie oznaczała korektę programu 500 plus i cofnięcie obniżki wieku emerytalnego.

Ale to oznacza także, że rozwiązania z „nowej piątki”, które PiS wprowadzi jeszcze przed wyborami – nie będą korygowane. Chodzi m.in. o Emeryturę plus. – Te pieniądze się ludziom należą. Będziemy pilnować i patrzeć władzy na ręce, żeby obietnic dotrzymali, ale niech się PiS nie spodziewa pochwał – to za późno i zbyt mało – mówił Schetyna, przypominając, że część z propozycji zgłaszała wcześniej Platforma. Lider opozycji zapowiedział wprowadzenie 1000 zł podwyżek dla nauczycieli czy ogłaszanego już wcześniej programu „Wyższe płace”. Tylko ta ostatnia propozycja to koszt wyższy niż piątka Kaczyńskiego. Co pokazuje, że jeśli PO dojdzie do władzy, to jej pierwszym wyzwaniem będzie szukanie nowych dochodów dla realizacji programów wdrożonych przez PiS oraz na własne pomysły.

Także Wiosna stawia na hojne postulaty finansowe. Robert Biedroń wrócił w sobotę do pomysłu 1600 zł gwarantowanej emerytury. Otrzymaliby ją wszyscy seniorzy bez względu na staż składkowy. Dziś, by otrzymać minimalną emeryturę, należy przynajmniej przez 20 lat w przypadku kobiet i 25 w przypadku mężczyzn opłacać składki. Na razie wyliczeń na ten temat nie widać. Jak wynika z naszych analiz, sama podwyżka świadczeń dla osób, które mają dziś emeryturę minimalną lub niższą, to ponad 10 mld zł.

]]

Dlaczego rzemieślnik miałby nie założyć spółki kapitałowej? Resort zmienia przepisy

Mar 25 2019
<![CDATA[

Wielu Polaków nie ma pojęcia, że nadal w Polsce uprawiane jest rzemiosło. Bądź co bądź coraz częściej wybieramy cukiernie należące do sieci spożywczych, a wizyta u jubilera kojarzy się z odwiedzeniem pobliskiej galerii handlowej. Rzemieślnicy to jednak nadal ponad 200 tys. osób. Od lat zabiegają o korzystniejsze dla siebie przepisy. Wreszcie się doczekają.

Skazany na ewidencję

– W projekcie nazwanym Pakiet Przyjazne Prawo zapisaliśmy m.in. nową definicję rzemiosła. Zakłada ona, że przedsiębiorca, który wykonuje rzemiosło, będzie miał do wyboru, oprócz jednoosobowej działalności gospodarczej podlegającej wpisowi do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej, również prowadzenie działalności jako spółka jawna, spółka komandytowa, spółka komandytowo-akcyjna czy jednoosobowa spółka kapitałowa – informuje Wojciech Paluch, dyrektor departamentu małych i średnich przedsiębiorstw w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii.

Dziś bowiem rzemieślnik jest skazany na prowadzenie biznesu w formie jednoosobowej działalności gospodarczej. Spółki rzemieślniczej, choćby chciał, założyć nie może.

– Tworzony wachlarz możliwości zapewni odpowiednią elastyczność i swobodę działania firm oraz zwiększy grupę pracodawców prowadzących naukę zawodu, przyczyniając się do budowy zaplecza przyszłych fachowców – przekonuje Wojciech Paluch.

Choć przekonywać w zasadzie nie ma kogo, gdyż niemal wszyscy przedsiębiorcy oraz prawnicy od dawna postulowali tę zmianę. Trudno bowiem znaleźć jakiekolwiek uzasadnienie, które nakazywałoby ograniczanie prawa rzemieślników w porównaniu do przedsiębiorców, którzy tymi rzemieślnikami nie są. Dlaczego duża międzynarodowa sieć miałaby móc prowadzić punkty usługowe w formie spółki lub spółek kapitałowych, a lokalny fachowiec nie?

Mniejsza odpowiedzialność

Dyskusja ta toczyła się jeszcze w 2015 r. Pojawił się nawet projekt przewidujący możliwość tworzenia spółek przez rzemieślników. Upadł w Sejmie jako zbyt rewolucyjny.

– Odmawianie możliwości uznania za rzemieślników osób, które wykonują działalność gospodarczą przez spółki prawa handlowego, jest według nas niezrozumiałe. Uznane autorytety prawnicze są zdania, że nie ma przeszkód, aby zmienić przepisy tak, by rzemieślnicy, którzy coraz częściej z powodzeniem budują swoje firmy i zwiększają zatrudnienie, mogli swobodnie korzystać z innych form prowadzenia działalności niż tylko jednoosobowa działalność gospodarcza albo spółka cywilna – przekonywał wówczas na naszych łamach ówczesny prezes Związku Rzemiosła Polskiego Jerzy Bartnik („Rzemieślnik chce do spółki”, DGP z 29 września 2015 r.).

I pytał, dlaczego polski rzemieślnik zmuszony jest ryzykować majątkiem całej rodziny oraz, niezależnie od skali działalności, brać na siebie ryzyko zawirowań gospodarczych. Rozszerzenie możliwości prowadzenia działalności rzemieślniczej na tworzenie jednoosobowych spółek kapitałowych dla większości fachowców najważniejsze bowiem będzie właśnie z uwagi na ograniczoną odpowiedzialność za długi. Z tego właśnie powodu organizacje rzemieślnicze od lat zabiegały o wprowadzaną teraz zmianę. Oczywiście wraz z jej wejściem w życie rzemieślnicy wybierający formułę działania w spółkach kapitałowych będą musieli czuwać chociażby nad terminami na złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości, a także prowadzić bardziej skomplikowaną rachunkowość.

– To dobrze, że projektodawca chce dać wybór. Chcesz, rzemieślniku, prowadzić możliwie najprostszy biznes, ale ryzykując całym majątkiem – prowadzisz go tak jak do tej pory. Chcesz ponosić mniejszą odpowiedzialność i w zamian godzisz się na więcej biurokracji – śmiało – mówi Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Powszechna wiedza

Nowością zapisaną w projekcie jest też wskazanie, że na stronie internetowej CEIDG będą umieszczane informacje o kwalifikacjach przedsiębiorców rzemieślników. Dziś próżno ich szukać w internecie w kompleksowej formie. Nikt też nie sprawuje nadzoru administracyjnego nad umieszczanymi danymi, zatem mają one charakter bardziej reklamowy niż informacyjny.

– A dzięki naszej propozycji każdy będzie mógł sprawdzić, czy dany przedsiębiorca, np. kominiarz lub cukiernik, ma odpowiednie kwalifikacje – wskazuje Wojciech Paluch. I dodaje, że zamieszczanie w CEIDG informacji o uprawnieniach jest też szansą na promocję przedsiębiorców rzemieślników, którzy za pośrednictwem rejestru będą mogli zaprezentować się jako specjaliści w danej dziedzinie oferujący usługi wysokiej jakości.

Polska rzemiosłem stoi

Etap legislacyjny

Projekt przekazany do konsultacji

]]